Planować podróż to przyjemne zajęcie. Wziąłem dzisiaj do ręki atlas i zacząłem wodzić palcem po mapie. Gdzie by tu pojechać? Nowa Zelandia, Japonia, Tybet, Mongolia, a może Kazachstan, na pewno Indie, Bangladesz, Pakistan, a może Izrael, Syria, Egipt… Nie robię konkretnego planu, czuje że podróż sama się ułoży, wiem że spotkam ludzi, którzy zmienią wizję którą mam teraz. Powoli jednak zaczyna mi się układać w głowie. Do wyjazdu mniej niż trzy tygodnie, już zaczynam zacierać ręce. Stęskniłem się za drogą, a może inaczej mówiąc za fotografią w drodze. Wczoraj poszedłem na kolację ze znajomą z Japonii. Yoko spytała dlaczego podróżuje. Moja odpowiedz była mniej więcej taka. Podróż otwiera moje zmysły. Podróż skupia na poszukiwaniu Piękna, jak je uchwycić, jak je przeniknąć. Jest takie powiedzenie słyszę, ale nie słucham, patrzę ale nie widzę. Ile było tych chwil kiedy patrzę i Piękno aż krzyczy do mnie, a ja go nie dostrzegam. Budzę się jakby ze snu i myślę jak to możliwe że tego wcześniej nie widziałem. Podróż to ciągłe otwieranie się na świat, na ludzi, poszukiwanie nowego, chodzenie dziesiątki kilometrów, tylko po to, aby uchwycić moment, refleks światła, niezwykłą twarz, słuchać historii nieznanych ludzi, być bliżej. Podróż jest jak randez-vouz, gdzie czar i rzeczy niezwykłe zdarzają się każdego dnia.
Ostatnie trzy tygodnie były istnym szaleństwem. Pracowałem od 50 do 60 godzin w różnych miejscach, do tego college. Stało się to co powinienem przewidzieć. Niedziela, koniec tygodnia, godzina 8 rano, w restauracji piekło, busy jak nigdy, w mojej sekcji 6 stolików, rotujących co chwila nowych klientów. No i zacząłem robić błędy. DCM, ang skrót Dont come on Monday, co innymi słowami znaczy: zwolniony. Smutno mi się zrobiło. Pracowałem w tym miejscu od trzech miesięcy. Mój pobyt w Brisbane jest związany z tym miejscem. Mam już inną pracę, pieniądze podobne , atmosfera plastikowa, to już tylko trzy tygodnie, więc się specjalnie nie przejmuję. Już wkrótce zaczynam nowy rozdział mojej podróży. Droga coraz bliżej. Powoli zaczynam przygotowania..
„If your picture aren’t good enough , you are not close enough” – Kappa
Oglądałem wczoraj „War Photographer, film o jednym z najlepszych współczesnych fotografów wojennych James Nachtwey. Oprócz poruszających zdjęć, film był dla mnie lekcją fotografii, inspiracją do … sam nie wiem do czego. I znów potwierdza się prawda, że aby zrobić krok do przodu, niezbędny jest nauczyciel, samo-autorytatywność bywa ograniczająca.
Brisbane
Brisbane jak i ja sam wydaje się ostatnimi czasy dziwne. To co się pojawia to rzeźby, puste ulice, znaki zapytania na które nie ma odpowiedzi.



to zdjęcie zdaje się może zrozumieć tylko jedna osoba


Od ponad miesiąca próbuję wyselekcjonować jakiś sensowny materiał z tego roku. Nowa strona w przygotowaniu. Ciągły brak czas i trudności w spotkaniu się z ludźmi którzy mogą pomóc spowalnia czas pracy. Przeglądałem dzisiaj archiwa indyjskie, znalazło się tam kilka, na które wcześniej nie zwróciłem uwagi. Jedno z nich naprawdę mi się podoba..

Varanasi 2003

Brisbane
Już prawie miesiąc w Australii, pomyślność wciąż sprzyja. Mam prace, którą chciałem mieć, znalazłem miłe mieszkanko, dobrzy ludzie do okoła, szkoła którą wybrałem mile mnie zaskoczyła możliwością praktycznego wykorzystania. W tym idealnym opisie jest tylko jeden defekt, tak na prawdę nie robię tego co chce robić. Już kilku ludzi może zauważyło, że moje życie koncentruje się wokół fotografii, chodzenia z aparatem, szukania smacznych kąsków. Ten czas jest przygotowaniem do następnego wyjazdu, zbieraniem funduszy na wymianę sprzętu. Dobrze jest popracować, już zaczynam tęsknić za tym co kocham a więc za Drogą i odkrywaniem tego co nieznane we mnie i na zewnątrz.
Mojego bloga traktuje jako pewną archiwizację zdjęć. Ostatnio nie wiele zdjęć robię, za dużo pracy, więc stąd tak rzadka częstotliwość aktualizacji. W Australii zostaje do maja, potem kończę Azję. W styczniu powinna powstać strona flashowa, która będzie prezentować i opowiadać moje najlepsze fotohistorie..
Zainteresowanych warunkami życia w Australii, chętnie udzielę rady (co, jak, gdzie i za ile).




Kilka zgub z zeszłego roku. Jestem na etapie przeglądania materiału… Mam nadzieje, że do Nowego Roku będzie gotowa.. Tych zgub jest cała masa więc powklejam na dniach więcej..



Brisbane
Od kilku dni jestem w miejscu do którego przymierzałem się prawie od pół roku. Miejsce to wybrałem ze względu na różnych Australijczyków, których spotkałem w Azji i dla których jest to dom, albo miejsce które po prostu lubią. Niestety z żadnym z nich nie mogę się spotkać bo albo ich nie ma na kontynencie albo adres mailowy nie działa. A miejsce okazało się przyjemną mieścina jednak oddaloną od oceanu o 100 km (godzina samochodem, wczoraj sprawdziłem.., niezłe fale).
Jak niektórzy wiedzą pierwsze dni w Australii były dla mnie dość zagadkowe, wpadłem w stan rzekłbym paniczny. Wszystko przez opłaty jakie muszę ponieść, aby zacząć studia, dostać wizę i pozwolenie na pracę, są to kwoty dość wysokie. Dzisiaj jest poniedziałek minął dokładnie tydzień od kiedy jestem w Australii. Wczoraj już byłem w pracy, dzisiaj w szkole, jutro muszę znaleźć mieszkanie na najbliższe miesiące. Zacząłem studia w collegu jak ładnie się to nazywa Diploma of Business – Management and Marketing Fundamentals. Po 10 tygodniach studiów, dyplomu żadnego nie dostanę , ale jakiś tam certyfikat na pewno.. W szkole mi się podoba, studia będą jak sama nazwa sugeruje o zarządzaniu, marketingu, komunikacji w biznesie.
Jeśli chodzi o pracę specjalnie się nie naszukałem. Wszedłem może do 4 restauracji, zostawiłem trzy cv. Szukałem w tych tzw poshy, stylish, aby były drogie i z dobrym menu. Znalazłem coś dla klasy średniej+, może nie najdroższa w mieście, ale przyjemna. Ładny czerwony design, elegancko podawane jedzenie, stawka godzinowa nienajgorsza, do tego tipy. Wczoraj byłem na treningu, jutro odpowiedź czy mnie biorą czy nie, mam nadzieje na dalsze shifty. Poza tym mieszkam w hostelu, w sali 15 osobowej, koleś pode mną mówi po nowo-zelandzku z akcentem irlandzkim, śmierdzi i cały czas się drapie. Ma mnóstwo włosów na ciele, i jak słyszę to tarcie włosia o paznokcie, krew mnie zalewa. Wczoraj w nocy potknął się o moje croksy (buty) i zepsuł mi gumiaki i jeszcze miał problemy w związku. Muszę coś szybko znaleźć, wyprowadzić się z tej nory, znaleźć własny kąt. Najbliższe miesiące zdaje się będą pod znakiem dolara, a więc jak najszybciej i jak najwięcej.
Tęsknie za zdjęciami, noszę ze sobą aparat, jak spoglądam przez wizjer, umysł mi się relaksuje, skupia, uruchamiają się zmysły które kształciłem przez ostatni rok. Nie widzę wiele, nie szukam, nie walczę o zdjęcia, będąc w relacji ze światem bardziej ustawiam rzeczywistość wokół siebie i w sobie, dużo szumu w głowie. Ale gwiazdy święcą nade mną i czuje że któraś czuwa..
Tutaj coraz cieplej, lato nadchodzi, święta na plaży..






Darwin
O godzinie 2 10 wylądowałem w północnej Australii, w Darwin. Australia powitała mnie przesłuchaniem w pokoju pełnym luster weneckich o temp. 15 stopni. Zmarzłem. Najpierw zostałem dokładnie obwąchany przez czworonożne, potem przetrzepali mój bagaż, zamknęli w pokoju przesłuchań, zaczęli śledztwo; ile, dlaczego, po co, a przecież mówiłeś coś innego. Przesłuchanie trwało 3 godziny, a wszystko w około definicji pracy. Na początku interview powiedziałem, że jestem fotografem i sprzedaje zdjęcia przez internet, chciałem podeprzeć swoją sytuacje materialną, że niby mam dochody. A oni, że to przecież praca, a ja na prace zezwolenia nie mam i dlatego zamierzają mnie deportować. A im że to nie praca, tylko hobby i ja przecież i może future photographer i całkiem free lance, moja strona to zwykły blog, więc niech nie robią jaj. Już wyciągnęli papiery z wnioskiem o unieważnienie mojej wizy i wysłanie mnie najbliższym samolotem tam skąd przyleciałem. Zabawne, 4 nad ranem, nie spałem od 20 godzin, lot, jak zwykle emocjonalnie mnie wykończył, do tego próba skonstruowania samoobrony. Muszę się przyznać, że się nie przejąłem specjalnie widokiem papieru o unieważnienie, najbardziej w tym wszystkim rozbawił mnie jednak powód. Napisali coś w stylu, że przyjechałem do Australii, aby robić zdjęcia i następnie je sprzedać. Już zacząłem myśleć o kotlecie mamusi, soku z marchwi, jaki bym ukręcił, przyjaciół których odwiedził, dziewczyny które ucałował, no ale byłem dość przekonujący i jednak mnie wpuścili.
Australia, ogromni twardzi biali, dziwnie im z buzi patrzy, chłopaczki w billabongach, aborygeni; schorowane ciała, nadchodzące lato, gorąco, biali na ulicach, azjatów prawie nie ma, a ja chyba wolę patrzeć na żółtych, plecakowcy zupełnie inni, nudelsy tylko z paczki, na śniadania tosty- constapation, w sklepach to samo co w Anglii, mówią dziwnym angielskim, ale łapię.., czasem zaglądam w portfel i niby mam , ale jakoś szybko schodzi, cena ziemniaków od 6pln, kilo arbuza, banana 10pln, miejsce w sali sypialnej 40pln, musze szybko znaleźć pracę…



Australia, państwo kapeluszników (ten temat jeszcze się pojawi)


Kuala Lumpur
Petronas Twin Tower, bliźniacze wieże Petronas w Kuala Lumpur (KL) są konstrukcją, która powala i przebija wszystkie drapacze chmur, które dotychczas widziałem. Hong Kong ma ich wiele (China Bank, Lippo mnie rozbroiły), jednak to co jest w KL jest zupełnie czymś innym. Te wieżowce są potężnym dziełem sztuki, w które mogę się wpatrywać godzinami, wysoko zadzierając nos, wielkość, innowacja, doskonałość architektury. Wieże w KL zostały zbudowane 10 lat temu, był to wtedy najwyższy budynek świata (451m), koszt budowy wyniósł 2 miliardy dolarów. Wieże i łączący je most są symbolem jedności narodowej i kierunku w którym podąża Malezja, a więc do stworzenia silnego nowoczesnego państwa.
Wczoraj kupiłem bilet do Australii, Singapur-Darwin, 6 listopad. Wygląda na to, że podróż mi się kończy, tzn. pewien jej etap. W KL kupiłem namiot, karimate, nowe odjazdowe koszulki, shorty do serfowania Billabong próbowałem kupić buty. Już nie długo zacznie się nowy okres, inne życie, praca, rutyna dnia codziennego. Australia leży dokładnie po przeciwnej stronie kuli ziemskiej od Polski. Listopad, grudzień, styczeń, to najgorętsze miesiące, lato w pełni. Muszę się przyznać że stęskniłem się za wełnianym swetrem, ciepłą kurtką, herbatą z miodem, wygląda na to, ze jeszcze nie w tym roku. Czuje że już czas osiąść gdzieś na moment, uporządkować materiał nad którym pracowałem, przygotować portfolio, wersje angielską strony internetowej i kilka innych rzeczy które czekają od miesięcy.
Petronas Twin Towers

National Monument


Kuala Lumpur Railway Station




ChinaTown






PlayGround


x


Shopping




Cameron Highland
Czasem travelersi pytają, który kraj najbardziej mi się podoba. Odpowiedź jednoznaczna nie przychodzi łatwo, nigdy zdaje się nie została przeze mnie wyartykułowana. Każdy kraj jest inny, w każdym kraju są rzeczy które czarują, każdy kraj jest wyjątkowy. Przykładowo Laos to dla mnie sticky rice (klejący się ryż), Wietnam- kapelusze, Myanmar- tanaka nakładana przez kobiety, Kambodża- okrutna historia, Chiny- wszechobecna industrializacja, Malezja podział etniczny kraju na trzy nacje. Oczywiście jest więcej rzeczy wyróżniających, ale te mi przychodzą jako pierwsze, a w Malezji jest to właśnie podział społeczeństwa.
Malezja podzielona jest pomiędzy rdzennych Malajów, w większości praktykujących Islam, Chińczyków praktykujących Buddyzm, oraz mieszkańców południowych Indii (Tamil Nadu) praktykujących Hinduizm. Miasta, które dotychczas widziałem mają wyznaczony China Town, oraz Little India (małe Indie), a więc chińskie i indyjskie osiedla, w których koncentruje się życie tych nacji. Indie jest to kraj który wciąż jest dla mnie poza wszelkimi kategoriami, to kraj w którym spędziłem prawie 8 miesięcy, więc cieszę się za każdym razem kiedy wchodzę do dzielnicy Little India. Zapachy, muzyka, te same gwiazdy bollywood na plakatach i oczywiście kuchnia, tandoori, dal, curry. Dla wielbicieli kuchni azjatyckiej Malezja daje sporą różnorodność. Dla mnie jest kombinacją tego co jadłem w ostatnim roku. Na śniadanie idę do chińczyków i dostaję zupę z nudelsami, na obiad do hindusów na ryż z warzywami curry lub masale dosę, na kolacje do Malajów, na warzywa przyrządzane na styl tajski. Pomiędzy owoce sprzedawane jak w Tajlandii, za około 1 pln, porcja dowolnego owoca. Czasem też jest miejsce na podwieczorek, na kawę serwowaną w stylu wietnamskim, czyli z słodkim kondensowanym mlekiem i lodem.
Malezja jest jednym z niewielu krajów w Azji, który nie wymaga wizy od cudzoziemców (za wyjątkiem Izraela). Na wjeździe bez żadnych opłat dostaje się pieczątkę, która upoważnia do trzymiesięcznego pobytu, miło.
Malezja jest byłą kolonią angielską, pewne pozostałości wciąż są widoczne, pierwsza która rzuca się najbardziej jest język angielski mówiony przez większości mieszkańców niezależnie od statusu społecznego. Malezja jest krajem komfortowym do podróżowania, wszystkie środki tranportu mają klimatyzację, drogi są dobre, ludzie nie są nachalni, nie oszukują i mówią po angielsku , hotele posiadają dla tych z dziurami w kieszeniach tj o niskim budżecie sale sypialne (około 2,5$/noc) Jest coś jednak w tym kraju, co mnie usypia. Na pewno temperatura, ponad 30 st. , jest to taki czas przed monsunem kiedy wszystko wisi w powietrzu, całkiem blisko stąd do równika. Malezja jest rozwiniętym krajem, standard życia przeciętnego Malaja jest wysoki na warunki azjatyckie. Głupio się przyznać, ale wolę kraje mniej rozwinięte, więcej tam życia, więcej rzeczy które przyciągają, więcej kontrastów, większa egzotyka. Kraje rozwinięte usypiają uwagę, globalizacja nie czaruję tych co pochodzą z jej centrum.
Ostatnimi dniami przebywam w Cameron Highland. Jest to obszar górski (około 2tyś m), który słynie z upraw herbaty położonych na górskich zboczach i pieszych wędrówek po okolicznej dżungli. Plantacje herbaty ciężko porównać do chińskich tarasów ryżowych, które widziałem kilka miesięcy wcześniej (oba miejsca wrzuciłbym do jednej kategorii), ale mają swój urok. Problemem dla mnie jest, że nie czuję ducha tego miejsca, większość napotkanych ludzi to hindusi, nie widzę rdzennych mieszkańców, które tak intrygowały w Chinach. Tematy fotograficzne się zawężają, chociaż ciekawy na pewno byłby fotoreportaż o emigrantach, jednak ostatnie dni to koncentracja głównie na naturze. (Ten o emigracji może w Kuala Lumpur.) Nie lubię takiej fotografii, fotografia bez człowieka wydaje mi się pusta i bez życia, nie jest to czymś czym chce się zajmować dłużej, niż sytuacja wymaga. Na pewno fotografia taka, może być ładna, ale ciężko aby była porywająca i dynamiczna. Chociaż będąc szczerym czasem natura jest tak piękna, a widok przez wizjer aparatu tak doskonały (ciężko uzyskać zdjęcie takie jakie się je widzi w momencie robienia), że przychodzi refleksja nad istotą piękna, czy to właśnie to jest esencją , czystym likierem piękna na co się patrzy. Miałem kilka takich momentów podczas mojej drogi, na pewno Inle Lake w Birmie i Longji Terraces w Chinach. Doskonała gra świateł, przyrody, często pracy ludzkich rąk, to właśnie Natura rysująca Piękno. Czy to właśnie Piękno których definicji szukali Filozofowie, Piękno, w czystej postaci, gdzie słowa tracą na wartości, pewnie nie bo jednak przemijające i nietrwałe, ale jakże porywające







Lion Club in Tanah Rata
Penang




Kota Baru
Jakby to napisać: podoba mi się!!! Od trzech dni jestem w Kota Baru, miejscowości w północnej Malezji, która słynie z bycia najbardziej malajaskim miastem w Malezji. Naprawdę mi się podoba. Po pierwsze na ulicach nie ma falangów (białych), nawet jeśli są to tylko tranzytem, pomiędzy wyspami a Tajlandią. 95% kobiet to chustecznice, czyli kobiety zakrywające włosy długą chustą , czasem tak długą że oprócz włosów ginie pod nią całe ciał, cała uwaga przenosi się na twarz, wyłącznie twarz jest miernikiem piękna.
Jakby to napisać, Malajką podoba się moja uroda, mówiąc nieskromnie, zachowują się jakby dostały kompletnej szajby, ja się do nich uśmiecham, one do mnie, oczywiście sobie nie pogadamy, może czasem, najbardziej malajskie miasto znaczy najbardziej muzułmańskie, więc gdzie one by z innowiercą rozmawiały. W Tajlandii i Chinach czułem się niezauważany, tak całkiem zwyczajnie, tutaj szajba kompletna. Zabawne to …



dla j.p.
batik factory







…






Categories
- 2025 Polska
- 2024 Polska
- 2023 Polska
- 2022 Polska
- 2021 Polska
- 2020 Polska
- 2020 Andaluzja
- 2019 Polska
- 2018 Polska
- 2018 Indie
- 2017 Polska
- 2017 Birma
- 2016 Polska
- 2015 Polska
- 2015 Jagoda
- 2014 Polska
- 2014 Toskania
- 2013 Polska
- 2013 Peru Boliwia
- 2013 Bornholm
- 2012 Polska
- 2012 Bornholm
- 2011 Polska
- 2011 Jeremi
- 2010 Polska
- 2010 Japonia
- 2010 Indie
- 2010 Indie cz.2
- 2010 Bangladesz
- 2009 Argentyna
- 2009 Peru
- 2009 Boliwia
- 2009 Chile
- 2009 Polska
- 2008 Belgia
- 2008 Polska
- 2008 Portugalia
- 2007 Polska
- 2006/2007 Australia
- 2006/2007 Chiny
- 2006 Singapur
- 2006 Malezja
- 2007 Indonezja
- 2006 Kambodża
- 2006 Wietnam PŁN
- 2006 Wietnam PŁD
- 2006 Laos
- 2006 Tajlandia
- 2006 Birma
- 2006 Indie
- 2001 Ukraina

























