Salar de Uyini, dzien 3 i 4
Na zdjeciach:
Flamingi, drzewo bablaste, drzewo ze skaly, kilka wulkanow i gor, zwierzat i my, aha i awaria naszego samochodu












Na zdjeciach:
Flamingi, drzewo bablaste, drzewo ze skaly, kilka wulkanow i gor, zwierzat i my, aha i awaria naszego samochodu












Po nocnej przeprawie autobusem wyladowalismy w Uyini. Takim autobusem jeszcze nie jechalem, zawieszenie ponad metr nad ziemia, 300 km w 9 godzin po wybojach pustyni. Ostra jazda..
Uyini jest to miesjcowosc , z ktorej zaczyna sie 4 dniowa podroz jeepem przez pustynie. Jest to jeden z topikow naszej podrozy. Jutro rano wyjezdzamy nie bedzie wiec nas przez najblizsze dni na necie..
Jak zawsze zapraszamy na portal rzeczpospolitej gdzie pojawiaja sie nasze teksty, ostatni o Torres del Paine.
W koncu jestesmy w Boliwii. Ten kraj niczym nie przypomina Chile ani Argentyny, w koncu czuc egzotyke. Nareszcie lapie lepsze kadry fotograficzne na ulicy. Wierzcie mi jest co fotografowac tylko ludzie malo przystepni.. wiekszosc niestety odmawia i trzeba strzelac z reki.. Z powodu bezpieczenstwa wracam na canon 20d i staly obiektyw 24 mm , tez wyglada na duzy aparat ale mniej sie rzuca w oczy w porownaniu z 5d obiekywem zoom. NIestety Boliwia jest wciaz uwazana za kraj niebezpieczny i pelen kradziezy ulicznych.. Pierwsze dni sa bardzo przyjemne, ludzie super, jedzenie – kurczak i frytki na kazdym rogu, ciezko znalezc cos innego..








Do lat 60 tych Humberstone bylo stolica saletry w chile. W wyniku spadku zapotrzebowania na ten surowiec koplalnie zostaly zmuszone zamknac swoje zaklady. Od tego czasu miasto sie wyludnialo, aby w 1990 kompletnie zamknac swoje bramy. W latach 90 zostale wpisane na liste dziedzictwa Unesco.





Susza. Słońce wysusza tu wszystko. Spala skały, glebę, rośliny i skórę rdzennych mieszkańców tej ziemi. Choć właściwie wszystko to już strawiło, przekształciło, dostosowało poprzez wieki. Teraz spala nas – turystów -niewinnych przejadaczy uciułanego grosza. Nasze nosy, twarze, ramiona żarzą się z daleka czerwienią poparzonej skóry, nasze usta pękają, włosy jaśnieją. Słońce nas przystosowuje. Tu w San Pedro de Atakama po raz pierwszy w Ameryce Południowej doświadczamy pustyni, jej blasku i jej cienia, ale właściwie to o ten blask chodzi. (więcej…)
Santiago opuściliśmy z pewnym żalem. Spotkaliśmy tam naprawdę ciekawych ludzi, ze wspaniałym pomysłem na życie, aż korciło żeby pomieszkać tam dłużej, pomóc, zostawić po sobie coś więcej niż mgliste wspomnienia. Czas nas jednak goni, a wciąż tak wiele świata niepoznanego. (więcej…)
W naszej podrozy wyladowalismy w San Pedro de Atakama, jednym z najbardziej suchych miejsc na swiecie. Objezdzamy pustynie, kaniony, jeziora, buchajace gejzery i wiele innych. Przyroda jest tutaj nieziemska. Do wiekszosci miejsc docieramy rowerem, ktory mozna pozyczyc za niewielkie pieniadze. Spimy na kempingu wiec dostep do laptopa mam zaden, nie mam jak obrobic fotografii. Poczekajcie dwa, trzy dni i pojawi sie cos zaskakujacego.
Chiloe opuściliśmy bez żalu. Ciekawie było, ale nie pojechaliśmy tam mieszkać. Czas zdaje się pędzić coraz szybciej, a dzięki opowieściom ludzi, których spotykamy, miejsc które chcielibyśmy zobaczyć przybywa. Dziś ostatni dzień jesteśmy w Santiago, po drodze odwiedziliśmy Pukon i Park Narodowy Huerquehue. (więcej…)
![]()
![]()
CHILOE: WYSPA, LUDZIE I MARISCOS
Chiloe słynie z mariscos, zabytkowych drewnianych kościołów, domów zwanych palafitos oraz wielkiej życzliwości i gościnności jej mieszkańców. Jest największą wyspą w Chile, oddaloną nie więcej niż milę morską od stałego lądu i w niczym nie przypomina reszty kraju.