photo

Kilka dni w tropiku, czyli w canoe przez dżunglę

Znów nie wiem od czego zacząć. To chyba przez ten upał. Jest tak gorąco, że przez kilka godzin w ciągu dnia ciężko funkcjonować. Najlepiej zamknąć się w chłodzonym wiatrakiem pokoju i przeczekać do wieczora. Jesteśmy w Iquitos w środku amazońskiej dżungli, w tropiku. Przypłynęliśmy wczoraj i w końcu, po tygodniu w łodziach i łódkach, na dłużej stanęliśmy na lądzie. W międzyczasie, naszą rzeczywistość poukładaliśmy nieco inaczej niż było w planach, ale było warto.

(więcej…)

Yurimaguas – w oczekiwaniu na lancie

W Yurimaguas spedzilismy dwa dni. Stad wlasnie odplywaja lodki (zwane lancia) do Iqitos, najwiekszego miasta w peruwianskiej amazonii. Na statek musielismy czekac dwa dni, jednak bylo co robic..
Mieso zolwia na targu w Yurimaguas

Liczne zwierzeta w tym malpy z amazonskiej selwy sprzedawane sa na targowiskach
Liczne zwierzeta w tym malpy z amazonskiej selwy sprzedawane sa na targowiskach

Cordillera De Los Frailes i mała przygoda

Jeszcze nie wiem jak wygląda najbardziej niebezpieczna droga świata, która łączy La Paz z Coroico, ale tę, którą jechaliśmy wczorajszego popołudnia polecam wszystkim spragnionym mocnych wrażeń. Nasza droga łączyła miejscowość Potolo z Sucre.
Środek transportu – wystarczy autobus, ale równie popularna – zwłaszcza wśród miejscowych jest ciężarówka (tego też spróbowaliśmy, ale po kolei). Miejsce – polecam przy oknie od strony przepaści lub na boku naczepy ciężarówki również od strony przepaści. Pora roku – nie znam innych, ale ten czas teraźniejszy myślę, że jest odpowiedni – lejąca się ze zboczy woda malowniczo podmywa i wymywa fragmenty drogi urozmaicając podróż.

(więcej…)

Scenka boliwijska nr 3

Co robią? – rzucają balonikami z wodą, strzelają z pistoletów wodnych, pryskają jakimiś bliżej nie określonymi piankami. Kto to robi? – od najmłodszych do tych w sile wieku, przeważająca większość mieści się jednak w skali od podstawówki do liceum. Po co to robią? – dla zabawy, dla ogólnej radości, aby poderwać płeć przeciwną.

(więcej…)

Chłód Potosi

Potosi przyjęło nas chłodem i deszczem. Na ulicach mokro, deszczowo, chłodno, wydawało się, że było zimniej niż było. W hostelu sucho, ale temperatura niższa niż na ulicach. Miasto, tłumy ludzi i masy samochodów przeciskających się między ludźmi w hałasie klaksonów w gwarze głośniejszych i bardziej cichych wymian zdań. (więcej…)

Scenka boliwijska nr 2

Przystanek autobusowy na trasie Uyuni – Potosi (Boliwia). Kilka autobusów, wielu podróżnych. Chwila wydechu w sześciogodzinnej drodze. (więcej…)

Pierwsze spotkanie z Boliwią

Niesamowite jak bardzo Boliwia różni się od Argentyny i Chile, które poznawaliśmy ostatnie trzy miesiące. Jakby ktoś zmiksował tu współczesne zdobycze technologii z czasami odległej przeszłości. Tu Boliwijka w charakterystycznym stroju narodowym, z długimi czarnymi warkoczami spiętymi cudacznymi frędzlami czatuje w kafejce internetowej, kolorowe grupy ludzi pędzą wśród gór stada lam, a tuż obok najnowszy sprzęt buduje nowe drogi, tu kamienno – gliniana chałupka stoi obok kolonialnych, zdobnych, acz zniszczonych willi oraz wśród coraz wyższych, coraz bardziej betonowo – szklanych hoteli. (więcej…)

Scenka boliwijska nr 1

Autobus na trasie Iquique (Chile) – Oruro (Boliwia). Z do dziś niezrozumiałych da mnie przyczyn, autobus wyjeżdża z Iquique już o 21.00. Dojeżdża do granicy w połowie nocy i czeka.

(więcej…)

El Tio i Kopalnia San Jose (Oruro)

Nasze drogi ostatnio często wiodą w stronę kopalni. Kontynent Ameryki Południowej pomimo wielosetletniej, bardzo intensywnej eksploatacji wciąż karmi nienasyconą populację ludzką bogactwem minerałów. Daje złoto, srebro, miedź, cynk i wiele innych cennych pierwiastków. Po spektakularnym obrazie największej na świecie kopalni odkrywkowej w Chuquicamata jaki oglądaliśmy w pobliżu miasta Calama (Chile) zmieniliśmy klimat zagłębiając się w mroczne, wilgotne pełne kurzu i wilgoci korytarze kopalni San Jose w Oruro (Boliwia). (więcej…)

San Pedro de Atakama – gorący kontakt z pustynią

Susza. Słońce wysusza tu wszystko. Spala skały, glebę, rośliny i skórę rdzennych mieszkańców tej ziemi. Choć właściwie wszystko to już strawiło, przekształciło, dostosowało poprzez wieki. Teraz spala nas – turystów -niewinnych przejadaczy uciułanego grosza. Nasze nosy, twarze, ramiona żarzą się z daleka czerwienią poparzonej skóry, nasze usta pękają, włosy jaśnieją. Słońce nas przystosowuje. Tu w San Pedro de Atakama po raz pierwszy w Ameryce Południowej doświadczamy pustyni, jej blasku i jej cienia, ale właściwie to o ten blask chodzi. (więcej…)

Santiago i parę kroków przed

Chiloe opuściliśmy bez żalu. Ciekawie było, ale nie pojechaliśmy tam mieszkać. Czas zdaje się pędzić coraz szybciej, a dzięki opowieściom ludzi, których spotykamy, miejsc które chcielibyśmy zobaczyć przybywa. Dziś ostatni dzień jesteśmy w Santiago, po drodze odwiedziliśmy Pukon i Park Narodowy Huerquehue. (więcej…)

Raúl

Nasz gospodarz i nasz amigo, winowajca kilku moich bólów głowy i kilku chwil śmiechu do łez. Człowiek niesamowicie hojny, choć można, by rzec – lekko zwariowany.

(więcej…)

pl_PLPL