<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wojtek Wójcik Photography - fotografia podróżnicza, reklamowa, ślubna Koszalin, Poznań, Słupsk &#187; 2009 Boliwia</title>
	<atom:link href="http://www.wojtekwojcik.com/category/latynoameryka/boliwia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.wojtekwojcik.com</link>
	<description>Blog fotograficzny poświęcony moim podróżom i fotografii ślubnej oraz reklamowej. Na stronie opisy wypraw do Azji, Australii, Ameryki Południowej oraz mojej działalności w Polsce. Moja oferta jako fotografa obejmuje fotoreportaż,  zdjęcia reklamowe i  fotografie ślubne. Jako fotograf pracuję na terenie Koszalina, Poznania, Słupska, Kołobrzegu. Obecnie mieszkam w Suchym Lesie pod Poznaniem.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 02 Feb 2012 23:05:44 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.1</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Jezioro TitiKaka (Copacabana, Isla del Sol, Puno)</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/03/jezioro-titikaka-copacabana-i-isla-del-sol/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/03/jezioro-titikaka-copacabana-i-isla-del-sol/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Feb 2009 23:21:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wojtek</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[copacabana]]></category>
		<category><![CDATA[foto]]></category>
		<category><![CDATA[isla del sol]]></category>
		<category><![CDATA[podroz]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1352</guid>
		<description><![CDATA[
W tym wpisie mozecie zobaczyc kilka ujec z regionu Jeziora Titikaka. Co mi sie najbardziej  podobalo to niesamowite chmury. Rano i wieczorem pelne deszczu, ciezkie i ciemne, w poludnie jasne i pelne kontastow. Tubylcy troche nieprzyjazni, chyba maja za duzo turystow.
Na zdjeciach trzy miejsca: Copacabana - zdjecia gory popcornu i calvarii z krzyzami, Isla del sol- chlopak z lama, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-1354 alignleft" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/740a.jpg" alt="" width="153" height="240" /></p>
<p>W tym wpisie mozecie zobaczyc kilka ujec z regionu Jeziora Titikaka. Co mi sie najbardziej  podobalo to niesamowite chmury. Rano i wieczorem pelne deszczu, ciezkie i ciemne, w poludnie jasne i pelne kontastow. Tubylcy troche nieprzyjazni, chyba maja za duzo turystow.</p>
<p>Na zdjeciach trzy miejsca: Copacabana - zdjecia gory popcornu i calvarii z krzyzami, Isla del sol- chlopak z lama, swinia  i drogi inkow i ostatnie to Puno juz po stronie Peru &#8211; plywajace wyspy i starsza kobieta mielaca zierno..</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1358" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/741.jpg" alt="" width="611" height="700" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1359" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/742.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1372" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/763a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1371" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/745a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1373" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/764.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1357" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/759.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1364" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/753.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1363" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/758.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1365" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/750.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1367" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/749.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1374" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/779.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1375" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/773.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1376" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/03/775.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/03/jezioro-titikaka-copacabana-i-isla-del-sol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Góry i doliny Isla Del Sol (Titicaca)</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/gory_i_doliny_isla_del_sol/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/gory_i_doliny_isla_del_sol/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 28 Feb 2009 22:57:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[copacabana]]></category>
		<category><![CDATA[inkowie]]></category>
		<category><![CDATA[isla del sol]]></category>
		<category><![CDATA[isla del sol sur]]></category>
		<category><![CDATA[ruiny inkow]]></category>
		<category><![CDATA[titicaca]]></category>
		<category><![CDATA[trjs]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1350</guid>
		<description><![CDATA[Dziś nie zafunduję opisów przygód większych, czy mniejszych. Raczej spokojnie spędziliśmy ostatnie kilka dni, blisko przyrody, blisko, a nawet wśród jeziora Titicaca. Ostatnie dwa dni w Boliwii to była Isla Del Sol. Pewnego poranka przed kilkoma dniami wykupiliśmy bilety na jeden z lekko zdezelowanych stateczków wycieczkowych (na biletach była adnotacja, że przewoźnik nie ponosi odpowiedzialności [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1351" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logoediem-dowpisu5.gif" alt="" width="48" height="28" />Dziś nie zafunduję opisów przygód większych, czy mniejszych. Raczej spokojnie spędziliśmy ostatnie kilka dni, blisko przyrody, blisko, a nawet wśród jeziora Titicaca. <span id="more-1350"></span>Ostatnie dwa dni w Boliwii to była Isla Del Sol. Pewnego poranka przed kilkoma dniami wykupiliśmy bilety na jeden z lekko zdezelowanych stateczków wycieczkowych (na biletach była adnotacja, że przewoźnik nie ponosi odpowiedzialności za ewentualne wypadki podczas rejsu) i po ponad półtorej godzinnym bujaniu na łagodnych falach jeziora Titicaca postawiliśmy pierwsze kroki na Isla Del Sol Sur (południowa część Wyspy Słońca,  później stwierdziliśmy, że północ mogła być ciekawsza na dłuższe posieduszki, ale już nas czas gonił). Znów bilety, bo południe wyspy to ziemie Ludu Yumani. Po biletach pyszna boliwijska zupka i marsz do góry. Stare, pamiętające swoich inkaskich budowniczych schody prowadziły nas wyżej i wyżej i jeszcze trochę wyżej. Wysokość ok. 4000 m npm., a my musieliśmy się wspinać jeszcze wyżej. Płuca odmawiały posłuszeństwa, jak zwykle, ale i tak nieźle nam szło – krok za krokiem, pod górkę – do przodu. Znaleźliśmy hostel, może bez większych wygód i pościel musieliśmy zmienić sobie sami, bo właściciel chyba miał nadzieję, że niezauważona kupa brudu na prześcieradle przetrwa jeszcze choć jednego gościa, ale widok z okna i z tarasu był wspaniały. W dół kilka domków i pola a dalej ogromne wody jeziora kończące się w dali wzgórzami, a jeszcze dalej ośnieżonymi szczytami And.</p>
<p>Tego dnia zwiedziliśmy południe – góra – dół, góra – dół przez pola i poletka, przez kamienne mury ogrodzeń, nie łączone żadnym spoiwem, kamień na kamieniu, niezmiennie od setek lat, poprzez niskie krzaczki, kamienie i skałki ze szczytu na szczyt. Do ruin inkaskiej świątyni i z powrotem. Następnego dnia zaś, jeszcze w strugach deszczu, którego mamy tutaj co dzień pod dostatkiem, znów ze wzgórza na wzgórze, w górę i w dół, jeszcze trochę w dół i znów w górę do Świątyni Słońca. Właściwie do jej ruin. Po drodze znów bileciki, bo z obszaru Ludu Yumani przeszliśmy do Ludu Challa, ale cóż… życie. Poza tym zaś – warto.</p>
<p>Wyspa Słońca jest wspaniała. Kilkukilometrowej długości wzgórze na ogromnym i tu nieskazitelnie czystym jeziorze. Raz stromym zboczem wyrastające z błękitnej przejrzystej wody ukazującej jeszcze wiele metrów podwodnej ściany, raz nieco łagodnymi kolorami spływającej do nabrzeża. Zbocza zaś porysowane kamiennymi płotami grodzącymi pola i nieużytki zdają się rysować w tarasy, raz bardziej raz nieco mniej zielone. Do tego jezioro Titicaca. Widać je niemal z każdego miejsca na wyspie, ale wystarczy tylko wejść na wierzchołek któregokolwiek z licznych jej wzgórz, żeby przed widzem rozpostarł się spektakularny widok (na wyspie jest mało drzew. Które mogłyby zasłaniać, a i to co jest miejscowi odzierają z najniżej położonych, co z upływem czasu i odzierania z kolejnych, znaczy położonych coraz wyżej gałęzi). Wszędzie wokół woda – szaro niebieska, stalowo szara, granatowo – czarna, błękitna. Ponad nią chmury cięższe i lżejsze, niekiedy niebo błękitne, niekiedy szare strugi deszczu tu i tam, niekiedy tęcza. W dali zaś wzgórza i góry czerwone, zielone, brunatne, czy białe śnieżną bielą wysokich szczytów, raz w słońcu, raz we mgle. Do tego tu i tam ruiny starsze i młodsze oraz współczesne brązowo gliniane miasteczka, czasem upstrzone jakąś blachą falistą na dachu, czy kolorową elewacją. W dole zaś nad jeziorem porty. Widoki wspaniałe, niesamowite formacje skalne (kto lubi) i ruiny, które po dziś dzień tchną mistycyzmem.</p>
<p>Wyjeżdżaliśmy stamtąd drugiego dnia, bileciki stargowane na przyzwoitą cenę i znów półtorej godziny bujania w łódeczce do Copacabany.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/gory_i_doliny_isla_del_sol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Droga do Copacabany</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/droga_do_copacabany/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/droga_do_copacabany/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 Feb 2009 18:39:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[boliwijskie autobusy]]></category>
		<category><![CDATA[cochabamba]]></category>
		<category><![CDATA[copacabana]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal]]></category>
		<category><![CDATA[oruro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1341</guid>
		<description><![CDATA[Jesteśmy w Copacabanie. Karnawał się kończy, choć dające się słyszeć tu i tam dźwięki orkiestry, serpentyny, baloniki i inne ozdoby, które można znaleźć na każdym kroku  jeszcze tego nie zapowiadają.
Miałam wrażenie, że karnawał nas gonił. Z Oruro wróciliśmy do Cochabamby, gdzie karnawał dopiero w najbliższy weekend, ale ludzie już nie mogąc się go doczekać zalewają [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1342" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-ediem-do-wpisu5.jpg" alt="" width="40" height="22" />Jesteśmy w Copacabanie. Karnawał się kończy, choć dające się słyszeć tu i tam dźwięki orkiestry, serpentyny, baloniki i inne ozdoby, które można znaleźć na każdym kroku  jeszcze tego nie zapowiadają.</p>
<p><span id="more-1341"></span>Miałam wrażenie, że karnawał nas gonił. Z Oruro wróciliśmy do Cochabamby, gdzie karnawał dopiero w najbliższy weekend, ale ludzie już nie mogąc się go doczekać zalewają wszystkich wodą i  upiększają pianką. Może to i miłe dla miejscowych, ale jakoś do końca nie mogłam czerpać z tej zabawy wielkiej przyjemności. Zwłaszcza, gdy napadała nas kilkunastoosobowa banda wyrostków uzbrojona po uszy, ktoś strzelał prosto z przejeżdżającego obok auta albo autobusu, czy balony z wodą spadały na nasze głowy i plecy z poziomu dachu lub którejś kondygnacji wysokich tu i tam budynków . No może poza strzałami małych dzieci, z kalibru mniejszego niż dwa litry pod ciśnieniem mniejszym niż spryskiwacze do mycia aut.</p>
<p>Z Cochabamby pojechaliśmy do La Paz, w którym sparaliżowana zabawą komunikacja nie pozwoliła nam jeszcze tego samego dnia przejechać do Copacabany. Zostaliśmy więc na popołudnie i noc. Dzięki temu obejrzeliśmy trochę pochodów karnawałowych grup &#8211; tutaj jakby bardziej na luzie, z większą swobodą. Woda i pianka znów były wszędzie. Od razu zapobiegawczo sprawiliśmy sobie foliowe płaszcze, ale cóż z tego jak rozbawiona gawiedź celowała w twarze i biedne nieosłonięte stópki (tak, nie ma to jak piana w oczach, uszach i ustach). Tu jednak już zaczęłam się nieco przyzwyczajać, więcej śmiać ze szczęściem unikniętych ciosów, czy nawet niekiedy zadanych.</p>
<p>Wczoraj w końcu wylądowaliśmy w Copacabanie. Jakoś dojechaliśmy, choć wiele tego nie zapowiadało. Standardowo z dworca wyjechaliśmy z ponad półgodzinnym opóźnieniem, dopiero, gdy kierowca zapełnił wszystkie wolne miejsca.  Później, naszym autobusem (który chyba już nie powinien w ogóle jeździć, a co dopiero przewozić pasażerów) z prędkością ursusa na polu ziemniaków w czasie wykopków błąkaliśmy się po La Paz, bo kierowca szukał warsztatu, gdzie naprawiliby mu jakiś problem z autem, chyba z tylnym kołem. Jeszcze później trafiliśmy w nieomal „indyjskie” (jak to określił Wojtek) korki, aby w końcu po przeszło dwóch godzinach wyjechać z La Paz na drogę do Copacabany.</p>
<p>Dojechaliśmy, choć raz byliśmy bliscy wypadku, gdy na pięknej górskiej drodze, gdzie ogromna przepaść dzieliła nas od jeziora Titicaca w dole, nasz kierowca, ścigając się z innym autobusem tej samej kompanii, co raz mijając się na zakręcie, do tego na drodze z górki, przy widoczności na około 100 m do przodu (dla oglądania widoków zajęliśmy z Wojtkiem miejsca na samym przedzie), miał problem z wyhamowaniem, gdy drugiemu autobusowi pękła nagle opona i gwałtownie hamował, a z naprzeciwka akurat jechał terenowy pick-up. Pomimo wszystko, co mi się jednak nasuwało głowy na myśl o naszym kierowcy – miał refleks facet. Po krótkiej wiec przerwie, gdy pomagał koledze zmienić koło, w otoczeniu wspaniałych widoków na jezioro Titicaca i pobliskie wzgórza, pojechaliśmy dalej. Już spokojnie i bezpiecznie.</p>
<p>W Copacabanie zaś – karnawał. Ostatni dzień, ku czci Pachamamy (Inkaska Matka Ziemi). Wszędzie serpentyny, dźwięki gry orkiestry i zapach piwa. Nie wiem bowiem do końca, z czego wynika ta tradycja, ale tak jak górnicy pierwszy łyk piwa wylewają dla niej, tak w ten ostatni dzień karnawału wszystko co ważne oblewa się piwem – sklepy, domy, budki ze słodyczami, ustrojone ślubnie auta, kolegę obok, psa – wszystko. Piwo leje się strumieniami do gardeł i na ziemię dla Pachamamy. Popatrzyliśmy więc, posłuchaliśmy, pojedliśmy (jeszcze raz mogę rzec – uwielbiam boliwijskie jedzenie, dobrze że czasem mnie układ pokarmowy męczy – nie nazwę tego dosadniej, bo wróciłabym do kraju jak po wakacjach w USA).</p>
<p>Zwiedzanie okolic zaś zostawiliśmy sobie na dziś. Może więc przy następnej okazji pomęczę nieco przyrodę i krajobrazy, bo zapowiada się pięknie choć nieco chłodno.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/droga_do_copacabany/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karnawał na mokro</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal_na-_mokro/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal_na-_mokro/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Feb 2009 01:56:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[cochabamba]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal w boliwii]]></category>
		<category><![CDATA[oruro]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1309</guid>
		<description><![CDATA[Ja miałam dość, ale wszyscy w kolo bawili się wyśmienicie. Tysiące widzów na ławeczkach wzdłuż ulic, na krzesełkach wystawionych przed domy, w oknach okolicznych zabudować, w cieniu straganów i straganików, a połowa z nich uzbrojona – w baloniki z wodą, w różnego kalibru pistolety na wodę, w butle z pianką. Woda lała się niemal bez [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1314" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-ediem-do-wpisu4.jpg" alt="" width="40" height="22" />Ja miałam dość, ale wszyscy w kolo bawili się wyśmienicie. Tysiące widzów na ławeczkach wzdłuż ulic, na krzesełkach wystawionych przed domy, w oknach okolicznych zabudować, w cieniu straganów i straganików, a połowa z nich uzbrojona – w baloniki z wodą, w różnego kalibru pistolety na wodę, w butle z pianką. Woda lała się niemal bez przerwy, strumieniami większymi i mniejszymi, silniejszymi i ledwie tryskającymi, rozpryskiwała się na głowach, plecach, butach pozostawiając po sobie mały kolorowy flak rozerwanego balona, a do tego piana biała &#8211; gęsta, czasem nawet pachnąca &#8211; na twarzach, głowach, w oczach, na dłoniach, plecach, wszędzie.<span id="more-1309"></span>Wielka bitwa piankowo wodna, przystająca tylko na czas przejścia korowodów kolorowych grup karnawałowych przebierańców, a zaraz, za ich plecami, jeszcze w dźwiękach orkiestry rozpoczynająca się na nowo, rozgrywająca ze zdwojoną siłą. Nie ważne kto w kogo. Ci z prawej na tych z lewej, ci z góry na tych z dołu, ci z dołu na tych co obok, dziewczyny na chłopaków, chłopaki na dziewczyny, dzieci, dorośli, staruszkowie. Jedna wielka zabawa, śmiech i krzyki, a czasem jakaś strapiona mina doszczętnie przemoczonej ofiary wszystkich. W Oruro są tylko dwa dni takie w roku. My spędziliśmy tam jeden, okupiliśmy to  przyjętymi na własne ciało salwami wodnych rakiet, z mojej strony płukaniem dna oka strzałem z kilkunastu centymetrów w ten cenny narząd oraz całymi masami wchłoniętej pianki. To jednak był niezapomniany dzień, mój pierwszy taki karnawał w życiu. Coś nowego i niezapomnianego. Oprócz wody, pianki i zabawy karnawał w Oruro to dla mnie przede wszystkim korowody przebierańców. Pokazują się tam grupy z Oruro, Cochabamby, La Paz i innych części kraju. Każdy chce pokazać się jak najlepiej, jest więc co oglądać. Niesamowite maski El Diablo i jego kobiet, aksamitne płaszcze tkane złotą nitką, obszywane świecącymi koralikami, zdobne spodnie i koszule, misterne sukieneczki, barwne botki, brzęczące ozdoby, tradycyjne stroje narodowe, kolorowe, piękne nakrycia głowy i pióropusze. Aż w głowie kręci się od tej mnogości i różnorodności, od wirujących w tańcach kolorów i blasków. Różne kombinacje, różne układy, dziesiątki i setki tancerzy w wielobarwnych, połyskujących złotem i srebrem grupach. Raz idą, za chwilę tańczą wirują wokół siebie, w muzyce towarzyszącej im orkiestry, w dźwiękach ostróg wybijających rytm wraz ze stopami tancerzy oraz dzwoneczków przyczepionych do spodni i sukienek. Wspaniały widok, odurzający hałas. Najbardziej spektakularne widowisko rozgrywało się na najszerszych ulicach miasta, gdzie wstęp na trybuny był biletowany i gdzie było najwięcej turystów. My przedarliśmy się na uliczki mniejsze, gdzie może miejsca mniej, ale jakoś tak bardziej lokalnie, bardziej naturalnie i jakby bliżej prawdziwego oblicza karnawału. Tam tancerze czasem zdejmowali maski, pod którymi spocone twarze pragnęły pić, rozcierały obolałe stopy piękne tancerki, orkiestry nie grały pełną siłą, bo grajkom milkły ręce i posłuszeństwa odmawiały obolałe policzki. Tutaj czasem korowód przystawał, ktoś coś jadł, ktoś coś pił, ktoś przysiadał złapać oddech, dać wytchnienie zmęczonym nogom. Za chwilę zaś ruszał dalej znów z uśmiechem na twarzy i masce, w muzyce i wśród okrzyków widzów. W pewnym momencie Wojtek uciekł mi gdzieś robić zdjęcia, ja zaś znalazłszy sobie miejsce wśród dwóch boliwijskich rodzin w miłej pogawędce, oglądaniu karnawałowej parady i komentowaniu napadanych, zmoczonych przechodniów spędziłam przyjemnie czas. Poinstruowana przez pewnego chłopca strzeliłam sobie nawet kilka razy z balonika z wodą i musze przyznać, że Ci którzy to robią muszą mieć z tego powodu niezłą frajdę. W nocy wróciliśmy do Cochabamby, bo noclegu w Oruro nie znaleźliśmy. Dla mnie wystarczy jak na jeden raz.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal_na-_mokro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Karnawał w Oruro &#8211; Boliwia</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal-w-oruro-boliwia/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal-w-oruro-boliwia/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Feb 2009 00:33:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wojtek</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal w boliwii]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal w oruro]]></category>
		<category><![CDATA[oruro]]></category>
		<category><![CDATA[podroz]]></category>
		<category><![CDATA[zdjęcia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1294</guid>
		<description><![CDATA[
Wczoraj byliśmy na największym karnawale w Boliwii !!! Do miasta zjechalo sie ponad 28 tysięcy tańcerzy , 10 tysięcy grajków i ponad 400 tysięcy gości. Ogromna fiesta!! Jest to drugi pod wzgledem wielkości po Rio karnawał w Ameryce Południowej.



























]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="size-full wp-image-1305 alignleft" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-wojtek-do-wpisu1.jpg" alt="" width="70" height="47" /></p>
<p>Wczoraj byliśmy na największym karnawale w Boliwii !!! Do miasta zjechalo sie ponad 28 tysięcy tańcerzy , 10 tysięcy grajków i ponad 400 tysięcy gości. Ogromna fiesta!! Jest to drugi pod wzgledem wielkości po Rio karnawał w Ameryce Południowej.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1292" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/2a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1293" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/1.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1295" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/4a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1317" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/3a2.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1296" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/1a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1319" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/51.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1316" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/64.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1297" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/4.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1302" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/14.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1318" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/8.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1320" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/3.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1321" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/18.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1323" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/9a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1324" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/11.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1325" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/13.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1326" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/19.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1328" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/20.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1330" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/21.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1331" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/6a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><span id="more-1294"></span></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1333" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/706a1.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1334" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/10.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1335" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/706.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1336" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/708.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1337" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/708a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1338" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/722.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1339" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/732.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/karnawal-w-oruro-boliwia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cochabamba &#8211; kilka ujęć z ulicy</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cochabamba-kilka-ujec-z-ulicy/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cochabamba-kilka-ujec-z-ulicy/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 21 Feb 2009 02:29:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wojtek</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[cochabamba]]></category>
		<category><![CDATA[fotoblog]]></category>
		<category><![CDATA[foty]]></category>
		<category><![CDATA[karnawal]]></category>
		<category><![CDATA[podroz]]></category>
		<category><![CDATA[psikawki]]></category>
		<category><![CDATA[zabawa przed karnawalem]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1285</guid>
		<description><![CDATA[






]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.wojtekwojcik.com"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-1286" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-wojtek-do-wpisu.jpg" alt="" width="70" height="47" /></a></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1274" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/690.jpg" alt="" width="700" height="581" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1283" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/692c.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1277" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/697.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1276" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/693.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1280" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/694.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1278" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/696.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cochabamba-kilka-ujec-z-ulicy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cordillera De Los Frailes i mała przygoda</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cordillera-de-los-frailes-i-mala-przygoda/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cordillera-de-los-frailes-i-mala-przygoda/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Feb 2009 22:06:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[Chataquila]]></category>
		<category><![CDATA[chaunaka]]></category>
		<category><![CDATA[cordillera de los frailes]]></category>
		<category><![CDATA[droga inkow]]></category>
		<category><![CDATA[ediem]]></category>
		<category><![CDATA[edyta]]></category>
		<category><![CDATA[edyta moczulska]]></category>
		<category><![CDATA[foto]]></category>
		<category><![CDATA[fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[maragua]]></category>
		<category><![CDATA[najniebezpieczniejsza droga]]></category>
		<category><![CDATA[photo]]></category>
		<category><![CDATA[photography]]></category>
		<category><![CDATA[sucre]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Wojcik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1260</guid>
		<description><![CDATA[Jeszcze nie wiem jak wygląda najbardziej niebezpieczna droga świata, która łączy La Paz z Coroico, ale tę, którą jechaliśmy wczorajszego popołudnia polecam wszystkim spragnionym mocnych wrażeń. Nasza droga łączyła miejscowość Potolo z Sucre.
Środek transportu – wystarczy autobus, ale równie popularna – zwłaszcza wśród miejscowych jest ciężarówka (tego też spróbowaliśmy, ale po kolei). Miejsce – polecam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-medium wp-image-1261" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-ediem-do-wpisu3.jpg" alt="" width="40" height="22" />Jeszcze nie wiem jak wygląda najbardziej niebezpieczna droga świata, która łączy La Paz z Coroico, ale tę, którą jechaliśmy wczorajszego popołudnia polecam wszystkim spragnionym mocnych wrażeń. Nasza droga łączyła miejscowość Potolo z Sucre.<br />
Środek transportu – wystarczy autobus, ale równie popularna – zwłaszcza wśród miejscowych jest ciężarówka (tego też spróbowaliśmy, ale po kolei). Miejsce – polecam przy oknie od strony przepaści lub na boku naczepy ciężarówki również od strony przepaści. Pora roku – nie znam innych, ale ten czas teraźniejszy myślę, że jest odpowiedni &#8211; lejąca się ze zboczy woda malowniczo podmywa i wymywa fragmenty drogi urozmaicając podróż.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1265" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/6851.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><span id="more-1260"></span>Dwa dni wcześniej wyjechaliśmy w końcu z miasta, opuściliśmy Sucre w taksówce wytatuowanego taksówkarza, lekko nie pewni swego losu, zwłaszcza, że to taksówkarz, że wytatuowany, że dzwonił gdzieś zaraz po przyjęciu naszego kursu i że po prostu jesteśmy do taksówek uprzedzeni (czytaliśmy jeszcze przed wyjazdem relację dwójki Polaków, których taka przejażdżka  drogo kosztowała). Sam kierowca okazał się ostatecznie nie tyle groźny, co z lekko przekręconym licznikiem przez co nieco przepłaciliśmy oraz zafundowaliśmy sobie wielokilometrowy spacerek pod górę. Bo, gdy tak  zjechaliśmy z głównej drogi, która zgodnie z naszą mapą główną być powinna, gdy już wiedzieliśmy ze jesteśmy na trasie, gdy nasz kierowca zabrał dwóch autostopowiczów – chyba, żeby nas nastraszyć, zaczął się odcinek robót drogowych i samochód zaczął grzęznąć. Przejazd nie możliwy, ale przecież do Chataquila, dokąd miał nas dowieźć jest blisko, bliziutko wprost i prawie nie pod górę. Przytaknęli też obaj autostopowicze, zmieniając nieco swoje pierwsze zdanie które brzmiało daleeeeko i pod górę – przypomnieliśmy je sobie jednak dopiero pakując w policzek kolejną porcję liści koki, bo z bliziutko zrobiło się 5-6 km wciąż pod górę, co na wysokości prawie 3500 m npm było bolesnym przeżyciem.  Po raczej dłuższym, niż krótszym czasie wśród wspaniałych krajobrazów, które z uwagi na okoliczności mijaliśmy bez większej ekscytacji, z niepewnym entuzjazmem powitaliśmy znak na starożytna drogę Inków.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1266" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/680.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p>Prawdą jest co piszą przewodniki – najlepiej wziąć przewodnika, trzeba mu oczywiście zapłacić, ale przez to można uniknąć wysadzenia w środku drogi dojazdowej, znaleźć trzygodzinną przystępną trasę do miejsca przeznaczenia, uniknąć odkrycia siebie w miejscu nie istniejącym na mapie, gdy miejscowy wskaże położenie: „ooo… gdzieś tu” i w końcu przykrego zawracania z drogi strasznie wpływającego na stan zdrowia ambicji.</p>
<p>Drogę Inków przebyliśmy jednak bez problemów. Cały czas w dół i w dół aż nogi milkły, ale piękna to ścieżka, raz szersza raz węższa ułożona z bloków skalnych lub kamieni, czasem prowadząca schodkami w dół lub w górę. Kilometry malowniczej dróżki, którą wybudowano, aby połączyć Chataquila z Chaunaka. Wkoło zaś niesamowite krajobrazy. Tuż obok czerwone strome zbocza wąwozu porośnięte soczyście zieloną roślinnością, w dali wielokolorowe niczym pomalowane w pasy zbocza Cordillera de los Frailes i innych wzniesień bliższych i dalszych. Obrazy wprost bajkowe, które trzeba zobaczyć, bo opowiedzieć się nie da.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1270" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/687.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p>Chaunaka powitało nas ciszą i niemal całkowitym wyludnieniem. Drogę do „biura turystycznego” wskazała nam stara Boliwijka, mówiąca w Quechua, na szczęście używająca też gestykulacji. „Biuro turystyczne” również świeciło pustkami, jakaś kobieta z balkonu obok powiedział żebyśmy weszli. Weszliśmy więc i czekaliśmy, nikogo i niczego się jednak nie doczekaliśmy. Znów więc na balkonie obok wychwyciliśmy kobietę i okazało się, że ona się tym opiekuje i że tam się śpi i że za 8 bolivianów ugotuje nam kolację. Z uwagi na brak materaca w biurze donieśliśmy je z położonego obok szpitala, kolacja była pyszna, zwłaszcza, że ryz z jajkiem, ziemniakami i pomidorkiem powstawał ponad trzy godziny, a spaliśmy jak niemowlaki, bo w tej ciszy i tym powietrzu to chyba nic dziwnego. Samo biuro zaś, tu myślę watro wspomnieć, to było chyba jedno z najciekawszych miejsc w jakich nocowaliśmy. Mieliśmy do własnej dyspozycji cały domek, bo „biuro turystyczne” było w rzeczywistości domkiem w tradycyjnej tutejszej zabudowie (glina, kamienie  i czasem jakieś trawy) o grubych murach, bielonych ścianach i dachu krytym bambusem, część kuchenna, zaś cała murowana z glinianym paleniskiem zamykała się nad naszymi głowami w kształt igloo. Do tego była tam lodówka, czajnik elektryczny i łazienka z prysznicem – dla mnie pełen wypas.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1267" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/681.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p>Rano, po trudnych negocjacjach związanych z płaceniem i rozmienianiem pieniędzy (we wsi żaden z dwóch sklepów nie miał rozmienić 100 bolivianów – tj. ok. 50 pln) ruszyliśmy we wskazanym kierunku ku wulkanowi Maragua. Po 10 min przyjemnego schodzenia ostro w dół zawróciliśmy i już pod górkę poszliśmy dopytać szczegółów. Droga prowadziła  wprost do szerokiej rwącej rzeki i zaczynała się na następnym brzegu. Przejście niemożliwe o tej porze dnia, w ogóle ostatnio sporo padało, niemożliwe dziś iść do Maragua – dlaczego nie powiedziała nam tego wcześniej? Szybka decyzja, dźwięk nadjeżdżającej ciężarówki, pokraczny bieg z plecakami i już byliśmy w drodze do Potolo. Pierwszy kilometr na schodku ciężarówki wypchanej ludzkim mrowiem, a dalej już w środku. Przynajmniej ja w środku, w jakiejś dziwnej pozycji, na górze sprawunków pijanej i mało przychylnej gawiedzi, Wojtek na jednej z drewnianych ścianek.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1268" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/683.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p>Dziś, gdy już bezpiecznie siedzę prze komputerkiem i to piszę cieszę się, że widziałam tylko krajobrazy powyżej naczepy ciężarówki. Wracając miałam szerszy obraz sytuacji i przyprawiło mnie to o ból brzucha.<br />
W Potolo obraliśmy kierunek na Nińu Maju i między domkami i poletkami, przez plantacyjki kukurydzy i łączki z byczkami powędrowaliśmy. Godzina, dwie godziny marszu – widoki wspaniałe, zapierające dech w piersiach, godne najszczerszego polecenia – spotkaliśmy człowieka. Zapytaliśmy o drogę. Usłyszeliśmy wówczas, że jesteśmy gdzieś poza mapą, którą mieliśmy. Myśleliśmy jeszcze o tym żeby iść dalej, przespać się gdzieś na dziko, rano poszukać przewodnika i wulkanu. Ostatecznie jednak zawróciliśmy i siebie i  nasze ambicje, nieco się usprawiedliwialiśmy przed sobą, niby jeszcze wypatrywaliśmy właściwej drogi, ale po kolejnej godzince czy dwóch znów byliśmy w Potolo.</p>
<p>Złapaliśmy ostatni autobus do Sucre i to dopiero byłą przejażdżka. Zachwyt mieszał się z przerażeniem. To były widoki, jakich nigdy w życiu nie oglądałam. Jechaliśmy czerwono zielonym wąwozem, którego strome ściany tworzyły niesamowite rysunki skalne, gdzie roślinność bujnie chwytała każde miejsce, gdzie można było zapuścić korzenie, w dole, daleko w dole burzyły się wody rwącej rzeki, która zdawała się być strumyczkiem, tu i tam pojawiały się kamienne zabudowania ludzi Jalq’a, a my jechaliśmy wąską drogą na jednej ze ścian wąwozu, czasem wydawało mi się, że za wąską. Niekiedy woda spływająca z góry zrywała powierzchnię trasy  i autobus niebezpiecznie przechylało w stronę przepaści, niekiedy, ktoś zatkał taką dziurę, w której widać było tylko przepaść kilkoma pniaczkami drewna, i autobus niebezpiecznie przechylało w stronę przepaści, a niekiedy kierowca rozpędzał nas niesamowicie, gdy z boku była tylko wielka, głęboka przepaść. Do tego daliśmy się w rozmowy z dziećmi, które początkowo odwróciła uwagę od przepaści, dziur w drodze i od wrażenia bliskiego końca, a skończyły się na opowieściach pewnej małej dziewuszki o tym, ileż to aut tu spadło, a ilu ludzi zginęło i jak bardzo jest niebezpiecznie.</p>
<p>Dziś jednak siedzimy i piszemy, ja piszę chyba jeszcze więcej niż zwykle, więc to tekst dla wytrwałych. Coś na podsumowanie:  Cordillera De Los Frailes, to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie w życiu widziałam. Chciałabym tu jeszcze wrócić.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1269" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/684.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1271" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/686.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1272" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/682.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/cordillera-de-los-frailes-i-mala-przygoda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Market w Tarabuca, nieopodal Sucre</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/market-w-tarabuca-nieopodal-sucre/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/market-w-tarabuca-nieopodal-sucre/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Feb 2009 21:53:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>wojtek</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[foty]]></category>
		<category><![CDATA[jalqa]]></category>
		<category><![CDATA[latynoameryka]]></category>
		<category><![CDATA[sucre]]></category>
		<category><![CDATA[tarabuca]]></category>
		<category><![CDATA[wojtek wójcik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1241</guid>
		<description><![CDATA[ 



 

 
 


 
 


 
 

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1235" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/671a.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1236" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/670.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1237" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/665.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1239" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/667.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p> <img class="aligncenter size-full wp-image-1240" src="http://santuri.mserwis.pl/wp-content/uploads/2009/02/669.jpg" alt="" width="467" height="700" /></p>
<p> <img class="aligncenter size-full wp-image-1244" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/668.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1246" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/666.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><span id="more-1241"></span></p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1248" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/662.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1249" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/660.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
<p> </p>
<p> </p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-1251" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/661.jpg" alt="" width="700" height="467" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/market-w-tarabuca-nieopodal-sucre/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Scenka boliwijska nr 3</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/scenka-boliwijska-nr-3-2/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/scenka-boliwijska-nr-3-2/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Feb 2009 21:45:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[ediem]]></category>
		<category><![CDATA[edyta]]></category>
		<category><![CDATA[edyta moczulska]]></category>
		<category><![CDATA[foto]]></category>
		<category><![CDATA[fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[photo]]></category>
		<category><![CDATA[photography]]></category>
		<category><![CDATA[potosi]]></category>
		<category><![CDATA[sucre]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Wojcik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1257</guid>
		<description><![CDATA[
Co robią? – rzucają balonikami z wodą, strzelają z pistoletów wodnych, pryskają jakimiś bliżej nie określonymi piankami. Kto to robi? &#8211; od najmłodszych do tych w sile wieku, przeważająca większość mieści się jednak w skali od podstawówki do liceum. Po co to robią? &#8211; dla zabawy, dla ogólnej radości, aby poderwać płeć przeciwną.

Nie wiem skąd [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignnone size-medium wp-image-1327" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logoediem-dowpisu21.gif" alt="" width="48" height="28" /></p>
<p>Co robią? – rzucają balonikami z wodą, strzelają z pistoletów wodnych, pryskają jakimiś bliżej nie określonymi piankami. Kto to robi? &#8211; od najmłodszych do tych w sile wieku, przeważająca większość mieści się jednak w skali od podstawówki do liceum. Po co to robią? &#8211; dla zabawy, dla ogólnej radości, aby poderwać płeć przeciwną.</p>
<p><span id="more-1257"></span><br />
Nie wiem skąd to się wzięło, nie zdołałam się dowiedzieć. Faktem jest, że oberwać można wszędzie i o każdej porze. W miastach i miasteczkach prawdziwa jatka rozpoczyna się jednak w godzinach popołudniowych, w tłumach nastolatków i podrostków wracających ze szkoły, na wsiach ostrzeliwują się przejeżdżające ciężarówki z podróżnymi, lub przejezdnych atakują przyczajone grupy miejscowych. Królują kolorowe baloniki napełnione wodą. Czasem pojedyncze sztuki, czasem całe salwy fruwają na drogach, ulicach, chodnikach i placach, a następnie rozpryskują się na głowach, plecach, twarzach, piersiach, nogach lub pod nogami przechodniów. Głównym celem jest gawiedź w wieku zbliżonym do napastników, ale nie ma reguły. Baloniki można kupić na ulicy. Przekupki na kilka godzin przekwalifikowują się od ciasteczek, kompocików i rumianku, i sprzedają baloniki, można też wyprodukować nieco samemu. W całej zabawie dużo jest śmiechu, ale czasem też trochę nerwów. Ta sama scena rozgrywa się codziennie, niezależnie od temperatury (czasem bywa chłodno) i wilgotności powietrza.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/scenka-boliwijska-nr-3-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Chłód Potosi</title>
		<link>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/chlod-potosi/</link>
		<comments>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/chlod-potosi/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 18 Feb 2009 21:40:11 +0000</pubDate>
		<dc:creator>edyta</dc:creator>
				<category><![CDATA[2009 Boliwia]]></category>
		<category><![CDATA[cerro rico]]></category>
		<category><![CDATA[edyta]]></category>
		<category><![CDATA[edyta moczulska]]></category>
		<category><![CDATA[el tio]]></category>
		<category><![CDATA[foto]]></category>
		<category><![CDATA[fotografie]]></category>
		<category><![CDATA[kopalnie]]></category>
		<category><![CDATA[photo]]></category>
		<category><![CDATA[photography]]></category>
		<category><![CDATA[potosi]]></category>
		<category><![CDATA[srebro]]></category>
		<category><![CDATA[Wojciech Wojcik]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.latynoameryka.pl/?p=1238</guid>
		<description><![CDATA[Potosi przyjęło nas chłodem i deszczem. Na ulicach mokro, deszczowo, chłodno, wydawało się, że było zimniej niż było. W hostelu sucho, ale temperatura niższa niż na ulicach. Miasto, tłumy ludzi i masy samochodów przeciskających się między ludźmi w hałasie klaksonów w gwarze głośniejszych i bardziej cichych wymian zdań.Potosi &#8211; miasto
Przez obecność Cerro Rico i jego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-full wp-image-1242" src="http://www.latynoameryka.pl/wp-content/uploads/2009/02/logo-ediem-do-wpisu.jpg" alt="" width="40" height="22" />Potosi przyjęło nas chłodem i deszczem. Na ulicach mokro, deszczowo, chłodno, wydawało się, że było zimniej niż było. W hostelu sucho, ale temperatura niższa niż na ulicach. Miasto, tłumy ludzi i masy samochodów przeciskających się między ludźmi w hałasie klaksonów w gwarze głośniejszych i bardziej cichych wymian zdań.<span id="more-1238"></span>Potosi &#8211; miasto<br />
Przez obecność Cerro Rico i jego bogactw, które w czasach kolonialnych wydobywano tam na ogromną skalę rozwinęło się Potosi. Miasto górnicze i miasto administrujące ówczesne wydobycie, przerób i eksport srebra. Potosi zdaje się mieć dwie części – górniczą i miejską. Choć minęło już wiele dziesiątek lat od czasu świetności miasta wciąż robi imponujące wrażenie. Stare piękne miasto pełne jest zabytkowych, przesadnie wprost zdobnych budynków. Dwadzieścia sześć kościołów, monumentalnych, ciężkich, ogromnych o wnętrzach pięknych, wykończonych niesamowicie precyzyjnymi sztukateriami, malowidłami, freskami, figurami, ociekających złotem. Stare, brązowo – szare mniejsze domki o grubych murach, kryte ciężką ceramiczną dachówką, biedniejsze, ale o charakterystycznym rysie architektonicznym i domki współczesne, stylizowane na stare, lub całkiem nowoczesne, a w okolicach kopalni budowane na wzór PGR-owskich osiedli mieszkaniowych. Wąskie uliczki, jeszcze węższe chodniki, niekiedy na szerokość krawężnika, niekiedy mieszczące dwie osoby obok siebie. Wszystkie wijące się ku górze i w dół, bo całe miasto choć położone bardzo wysoko bo na ponad 4000 m posiada wyższe i niższe dzielnice, a ciągła ekspansja człowieka zamyka jego granice coraz wyżej na zboczach otaczających je wzgórz.</p>
<p>Potosi- krótki rys ciemnej historii<br />
Wszystko to dzięki srebru, które lało się tu strumieniami, a nawet rzekami  &#8211; kruszcu i krwi. W czasach kolonialnych Cerro Rico pochłonęło ponad 8 milionów istnień ludzkich z kontynentu Ameryki Południowej i z Konga. Sprowadzani do pracy niewolnicy przystosowani bardziej lub mniej do pracy na tak znacznych wysokościach, ginęli z wycieńczenia, pod zawalającymi się zwałami ziemi, od mas kurzu jakie co dzień filtrowali przez swoje płuca, od wybuchów gazu i pewnie z kilku jeszcze nie znanych nam przyczyn. Zejście do kopalni było wyrokiem 4 &#8211; 6 miesięcznym. Raz sprowadzeni pod ziemię górnicy zostawali tam długie miesiące. Śpiąc w wykutych w skale komorach (na wzór grobów w krajach Ameryki Łacińskiej), jedząc, pracując i odpoczywając wciąż pod ziemią. Do dziś w starych zachowanych do dziś korytarzach z tamtych czasów, pod łukowo formowanymi wzmocnieniami można odkryć pomieszczenia większe i wyższe, były to sale zebrań i sale do gier i zabaw. Podobno urządzano tam nawet mecze piłki nożnej (w wymiarze mikro).</p>
<p>Potosi &#8211; kopalnie<br />
Będąc w Potosi odwiedziliśmy kopanie dwukrotnie.  Tak się złożyło, że w dzień kiedy planowaliśmy wyjazd do Sucre było święto El Tio (czyt. wpis: El Tio i kopalnia San Jose), zostaliśmy więc chwilę dłużej. Pierwszego dnia idąc za szesnastoletnim górnikiem, którego kilkuletnia praca w kopalni naznaczyła już chodem przystosowanym do niskich korytarzy zwiedziliśmy jeden z kilkuset działających w Potosi biedoszybów (jak trafnie nazwał je jeden z przyjaciół Wojtka). Wrażenia ciekawe, choć przyznam, że nie pobiły tych z San Jose. Ziemia powydzierana dynamitem i kilofami rozchodziła się plątaniną korytarzy we wszystkie strony. Niesamowite były te pnące się ku górze dziesiątki i setki metrów, w których, zgodnie ze słowami naszego przewodnika, górnicy wspinają się bez asekuracji, zapierając się rękami i nogami szukając kolejnych żył kruszcu. Tego dnia odwiedziliśmy El Tio i wypiliśmy jego zdrowie. Posłuchaliśmy naprawdę ciekawych historii, bo nasz przewodnik opowiadał ciekawie, a nasze rozumienie hiszpańskiego poszło ostatnio mocno do przodu. Widzieliśmy też jednego pracującego górnika, którego nasz przewodnik sprowadził na chwilę do szybu niczym eksponat do muzeum, my zaś okupiliśmy jego obecność wielkim worem liści koki, które ofiarowaliśmy mu w darze za możliwość robienia mu zdjęć. Po tej wycieczce jakoś nie mogłam przestać czuć się jak turystka na szpilkach na górskim szlaku, jakoś tak całkiem nie na miejscu, chciana tylko dla moich pieniędzy, których nie mam zbyt wiele, choć moje jasne włosy mówią coś wprost przeciwnego.</p>
<p>Następny dzień w kopalniach był ciekawszy. Zmieniliśmy przewodnika i choć na początku nie mogliśmy się do niego przekonać ostatecznie rozstaliśmy się w sporej sympatii, a ja musze przyznać, ze jestem pełna podziwu dla niego  i kilkorga jego przyjaciół, bo postanowili odmienić swoje życia i choć od dziecka pracowali jako górnicy, pokończyli szkoły przewodników i dziś otwierają w starych kolonialnych szybach muzeum. Choć jeszcze trochę pracy przed nimi wszystko wygląda bardzo profesjonalnie, można by powiedzieć, po europejsku. Ta wycieczka była dużo ciekawsza, szyby ciemne i pełne wody, ślisko i niepewnie zarówno pod nogami jak i nad głową. Nie wszędzie doszliśmy, bo z uwagi na święto nie wszystko działało. Górnicy jednak wracali z nocnych zmian, albo obładowani kwiatami, alkoholem, smakołykami, koką i papierosami, ustrojeni serpentynami i owiani wysokoprocentową nutą szli ku głębszym szybom, w miejsce świętowania do El Tio. Po wycieczce w szybach kopalnianych dołączyliśmy do grupki górników, kupiliśmy im dwa piwa i zaprosili nas do wspólnej biesiady. Papieroski, piwo i rozcieńczony alkohol vol. 96% do tego sporo śmiechu  i przyjemna atmosfera fiesty. Potem buźka na adios amigos i pożegnaliśmy kopalnie na jakiś czas. Troszkę ich widzieliśmy w ostatnim czasie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.wojtekwojcik.com/2009/02/chlod-potosi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

