Archiwum kategorii ‘2006/2007 Australia’

Brisbane

czwartek, Listopad 30th, 2006 | Brak komentarzy »

Już prawie miesiąc w Australii, pomyślność wciąż sprzyja. Mam prace, którą chciałem mieć, znalazłem miłe mieszkanko, dobrzy ludzie do okoła, szkoła którą wybrałem mile mnie zaskoczyła możliwością praktycznego wykorzystania. W tym idealnym opisie jest tylko jeden defekt, tak na prawdę nie robię tego co chce robić. Już kilku ludzi może zauważyło, że moje życie koncentruje się wokół fotografii, chodzenia z aparatem, szukania smacznych kąsków. Ten czas jest przygotowaniem do następnego wyjazdu, zbieraniem funduszy na wymianę sprzętu. Dobrze jest popracować, już zaczynam tęsknić za tym co kocham a więc za Drogą i odkrywaniem tego co nieznane we mnie i na zewnątrz.

Mojego bloga traktuje jako pewną archiwizację zdjęć. Ostatnio nie wiele zdjęć robię, za dużo pracy, więc stąd tak rzadka częstotliwość aktualizacji. W Australii zostaje do maja, potem kończę Azję. W styczniu powinna powstać strona flashowa, która będzie prezentować i opowiadać moje najlepsze fotohistorie..

Zainteresowanych warunkami życia w Australii, chętnie udzielę rady (co, jak, gdzie i za ile).

Kilka zgub z zeszłego roku. Jestem na etapie przeglądania materiału… Mam nadzieje, że do Nowego Roku będzie gotowa.. Tych zgub jest cała masa więc powklejam na dniach więcej..

Brisbane

poniedziałek, Listopad 13th, 2006 | Brak komentarzy »

Od kilku dni jestem w miejscu do którego przymierzałem się prawie od pół roku. Miejsce to wybrałem ze względu na różnych Australijczyków, których spotkałem w Azji i dla których jest to dom, albo miejsce które po prostu lubią. Niestety z żadnym z nich nie mogę się spotkać bo albo ich nie ma na kontynencie albo adres mailowy nie działa. A miejsce okazało się przyjemną mieścina jednak oddaloną od oceanu o 100 km (godzina samochodem, wczoraj sprawdziłem.., niezłe fale).

Jak niektórzy wiedzą pierwsze dni w Australii były dla mnie dość zagadkowe, wpadłem w stan rzekłbym paniczny. Wszystko przez opłaty jakie muszę ponieść, aby zacząć studia, dostać wizę i pozwolenie na pracę, są to kwoty dość wysokie. Dzisiaj jest poniedziałek minął dokładnie tydzień od kiedy jestem w Australii. Wczoraj już byłem w pracy, dzisiaj w szkole, jutro muszę znaleźć mieszkanie na najbliższe miesiące. Zacząłem studia w collegu jak ładnie się to nazywa Diploma of Business – Management and Marketing Fundamentals. Po 10 tygodniach studiów, dyplomu żadnego nie dostanę , ale jakiś tam certyfikat na pewno.. W szkole mi się podoba, studia będą jak sama nazwa sugeruje o zarządzaniu, marketingu, komunikacji w biznesie.

Jeśli chodzi o pracę specjalnie się nie naszukałem. Wszedłem może do 4 restauracji, zostawiłem trzy cv. Szukałem w tych tzw poshy, stylish, aby były drogie i z dobrym menu. Znalazłem coś dla klasy średniej+, może nie najdroższa w mieście, ale przyjemna. Ładny czerwony design, elegancko podawane jedzenie, stawka godzinowa nienajgorsza, do tego tipy. Wczoraj byłem na treningu, jutro odpowiedź czy mnie biorą czy nie, mam nadzieje na dalsze shifty. Poza tym mieszkam w hostelu, w sali 15 osobowej, koleś pode mną mówi po nowo-zelandzku z akcentem irlandzkim, śmierdzi i cały czas się drapie. Ma mnóstwo włosów na ciele, i jak słyszę to tarcie włosia o paznokcie, krew mnie zalewa. Wczoraj w nocy potknął się o moje croksy (buty) i zepsuł mi gumiaki i jeszcze miał problemy w związku. Muszę coś szybko znaleźć, wyprowadzić się z tej nory, znaleźć własny kąt. Najbliższe miesiące zdaje się będą pod znakiem dolara, a więc jak najszybciej i jak najwięcej.

Tęsknie za zdjęciami, noszę ze sobą aparat, jak spoglądam przez wizjer, umysł mi się relaksuje, skupia, uruchamiają się zmysły które kształciłem przez ostatni rok. Nie widzę wiele, nie szukam, nie walczę o zdjęcia, będąc w relacji ze światem bardziej ustawiam rzeczywistość wokół siebie i w sobie, dużo szumu w głowie. Ale gwiazdy święcą nade mną i czuje że któraś czuwa..

Tutaj coraz cieplej, lato nadchodzi, święta na plaży..

Darwin

poniedziałek, Listopad 6th, 2006 | Brak komentarzy »

O godzinie 2 10 wylądowałem w północnej Australii, w Darwin. Australia powitała mnie przesłuchaniem w pokoju pełnym luster weneckich o temp. 15 stopni. Zmarzłem. Najpierw zostałem dokładnie obwąchany przez czworonożne, potem przetrzepali mój bagaż, zamknęli w pokoju przesłuchań, zaczęli śledztwo; ile, dlaczego, po co, a przecież mówiłeś coś innego. Przesłuchanie trwało 3 godziny, a wszystko w około definicji pracy. Na początku interview powiedziałem, że jestem fotografem i sprzedaje zdjęcia przez internet, chciałem podeprzeć swoją sytuacje materialną, że niby mam dochody. A oni, że to przecież praca, a ja na prace zezwolenia nie mam i dlatego zamierzają mnie deportować. A im że to nie praca, tylko hobby i ja przecież i może future photographer i całkiem free lance, moja strona to zwykły blog, więc niech nie robią jaj. Już wyciągnęli papiery z wnioskiem o unieważnienie mojej wizy i wysłanie mnie najbliższym samolotem tam skąd przyleciałem. Zabawne, 4 nad ranem, nie spałem od 20 godzin, lot, jak zwykle emocjonalnie mnie wykończył, do tego próba skonstruowania samoobrony. Muszę się przyznać, że się nie przejąłem specjalnie widokiem papieru o unieważnienie, najbardziej w tym wszystkim rozbawił mnie jednak powód. Napisali coś w stylu, że przyjechałem do Australii, aby robić zdjęcia i następnie je sprzedać. Już zacząłem myśleć o kotlecie mamusi, soku z marchwi, jaki bym ukręcił, przyjaciół których odwiedził, dziewczyny które ucałował, no ale byłem dość przekonujący i jednak mnie wpuścili.

Australia, ogromni twardzi biali, dziwnie im z buzi patrzy, chłopaczki w billabongach, aborygeni; schorowane ciała, nadchodzące lato, gorąco, biali na ulicach, azjatów prawie nie ma, a ja chyba wolę patrzeć na żółtych, plecakowcy zupełnie inni, nudelsy tylko z paczki, na śniadania tosty- constapation, w sklepach to samo co w Anglii, mówią dziwnym angielskim, ale łapię.., czasem zaglądam w portfel i niby mam , ale jakoś szybko schodzi, cena ziemniaków od 6pln, kilo arbuza, banana 10pln, miejsce w sali sypialnej 40pln, musze szybko znaleźć pracę…

Australia, państwo kapeluszników (ten temat jeszcze się pojawi)