Archiwum kategorii ‘2010 Indie cz.2’

a dziś ukradli mi klapki…

piątek, Marzec 5th, 2010 | 3 Komentarzy »

W świątyni Kali, a właściwie pod świątynią, jednym z najznamienitszych zabytków Kalkuty zwanym Kali Ghat.
Jeden z tutejszych „wolontariuszy” oprowadził nas po kompleksie i w ekspresowym tempie z błogim uśmiechem wszystko rozumiejącego idioty, z wymawianym jeszcze szybciej niż chodził „szanti, szanti” odprawił modły za pomyślność nas i naszych rodzin i dzieci i pewnie nawet prawnuków. Na koniec wręczył nam zeszycik gdzie obok innych obcych nazwisk, przy których stały liczby z co najmniej trzema zerami Wojtek dopisał nasze 20. Wolontariusz się podziwił, pobiadolił, puścił nas wolno i pewnie dopisał do naszej cyfry dwa zera, dla kolejnych, którzy przyszli po nas.

My zaś wróciliśmy do świątyni gdzie tłum przewalał się z kwiatami, monetami, banknotami, modłami. Gdzie też się przewaliliśmy z innymi i ze wszystkim oglądając czarowne oczy bogini Kali.

Buty zostawiliśmy przed świątynią, bo kazał nam jakiś stary, całkiem dostojny Pan, który nasączył nam jeszcze ręce jakąś brudną wodą. Wyszliśmy z budynku, a tam gdzie zostawiliśmy nasze obuwie było o jedną parę mniej – moją parę.

W momencie, kiedy się zorientowałam, sama byłam jak Kali. Gorący asfalt, pod stopami, ja nad brudem miejskiej uliczki, wśród kolorowych straganów nieustającego odpustu, przede mną cel – kupić coś, co osłoni moje rozmiękłe miejskim życiem, obolałe stópki, za mną … hmm… cierpliwy Wojtek bezskutecznie próbujący pomóc.

Przeszło mi dopiero nad szklaneczką dobrego gorącego czaju. Kupiłam klapki – męskie, bo rozmiary damskie kończyły się mniej więcej na długości połowy mojej pięty. Gagatka oczywiście nie dorwałam. Wokół nikt się nie dziwił, tylko ze współczuciem kiwali głowami.

Zasada – nawet jeśli każą ściągnąć Ci buty przed jakąś świątynią, budynkiem, bóstwem, czy innym cudem – buty zdejmij, ale zabierz je ze sobą.
Najzabawniejsze, że to takie oczywiste…

Psy indyjskich miast turystycznych

czwartek, Marzec 4th, 2010 | 1 Komentarz »

W dzień, gdy upał przenika najgłębsze tkanki skóry, gdy słońce pali żarem – śpią. Rozproszone przepływającą tam i  z powrotem ludzką masą są niemal niewidoczne. Ożywają z nadejściem chłodu nocy. Kiedy tłum przechodniów rzednie, zanika niemal, one pozostają na opustoszałych ulicach, nagle bardzo liczne łączą się w hordy i przestają być tak przyjemnie bezwładnym elementem krajobrazu. Indyjskie psy żyją nocą.foto Edyta Moczulska

Panuje tu czysta hierarchia siły. Młode, zdrowe, silne psy są dobrze dożywione, ich ogony pewnie pną się ku górze, ich postacie rysują się na czele nocnych watah, ich zęby pewnie tną słabsze ciała psów starych, chorych, słabszych, tych, które walczą gorzej się. Stare znają bezlitosne zasady tutejszej egzystencji, małe się ich uczą.

Czasem w labiryntach wąskich uliczek można usłyszeć zrozpaczony skowyt szczeniaka, można zobaczyć jego rozdzierane do krzyku malutkie szczęki, płacz zranionego stworzenia. Skomlą tylko małe psy, nie nauczone życia naiwnie myślą może, że ktoś zareaguje na ich ból. Stare i chore psy milczą, nieme wloką swe chude ciała z kąta w kąt, od rynsztoku, do rynsztoku wyciąganą gnijące tam resztki, najgorszym ścierwem próbując przedłużyć swoją egzystencję.

Dzieci zaś bawią się ze zdrowymi szczeniakami, ciągają za uszy zdrowe silne psy. Jakby wszystkie należały do każdego z tutejszych mieszkańców, jakby znały smak jego pieszczot, jego kija i kamienia – czują respekt.

Psy indyjskich miast turystycznych nie lubią turystów. Z reguły ich ignorują. Zazwyczaj ich nie ruszają, czasem tylko obszczekają powstrzymywane rozbawionym hinduskim głosem, podejdą cichutko z tyłu, musną nosem idącą dłoń i zawarczą znienacka, może dla draki, może z żywej niechęci.

Omijam je z daleka.

Obserwuję zależności nie mogąc pozbyć się porównań z ludzkim światem indyjskich miast turystycznych.foto Wojtek Wójcik

Hapy Holi – few portraits on the streets.. this time quite holi…

środa, Marzec 3rd, 2010 | 4 Komentarzy »

(więcej…)

nad Gangesem było tak ….

poniedziałek, Marzec 1st, 2010 | 3 Komentarzy »

Dwa dni temu stanęłam nad Gangesem. Wielki Ganges, święty Ganges, Ganges ściek. Rzeka – matka, rzeka  życie – i nawet coś w niej żyje – tak twierdzi Wojtek – nie miałam szczęścia zobaczyć, miałam szczęście nie odczuć. Wielu się w niej kąpie, bo taka kąpiel święta jest. Poza tym jednak, poza cudownymi wierzeniami i piękną otoczką kolorowych rytuałów odprawianych przez wypomadowanych braminów, poza nadzieją w oczach niektórych zanurzających swe czyste ciała w zielonej wodo – mazi jest brud i bieda słaniająca się z głodu, bieda żebrząca, błagająca, oszukująca, kradnąca, wykorzystująca. A nad nią amerykański luz, japońskie fotografie, turystyczna ślepota i polskie : „czego on chce…”. Ignorancja goni się z nędzą w nierównym wyścigu. (więcej…)

Varanasi – streets..

poniedziałek, Marzec 1st, 2010 | Brak komentarzy »

Varanasi- wieczorem i o swicie

poniedziałek, Marzec 1st, 2010 | 3 Komentarzy »


(więcej…)

Kajuraho

poniedziałek, Marzec 1st, 2010 | 2 Komentarzy »

(więcej…)

Agra – kilka luznych ujęć

niedziela, Luty 28th, 2010 | 2 Komentarzy »

(więcej…)

moje pierwsze spotkanie z Indiami

sobota, Luty 27th, 2010 | Brak komentarzy »

Moje pierwsze spotkanie z Indiami nastąpiło już kilka dni temu. Pędzący czas jest równie przytłaczający jak hałas, tłum i natarczywość niektórych ludzi. Brniemy trasą bardzo turystyczną – zobaczyć to, co zobaczyć należy. Za tydzień zjedziemy z tego szlaku, do ludzi. Dziś jednak wyruszamy dalej w stronę kolejnych zabytków, których coraz więcej zapisuje się w mojej pamięci. Bo zaczęliśmy właśnie od nich: Indian Gate, Pałac Prezydencki w Delhi, Qutub Minar, Red Fort, Jama Masjit, Taj Mahal, Fort Agra i kilka innych pomniejszych. (więcej…)

Taj Mahal

środa, Luty 24th, 2010 | 6 Komentarzy »

Ach ten Taj.. Ach ta Edytka..