W Kalkucie w czasie tej podróży  byłem 3 razy. Za każdym razem było to miejsce na przeładowanie baterii i krótki odpoczynek. Niewątpliwie Kalkuta  należy do najbardziej przyjaznych plecakowcom z wielkich miast Indii. Tanie hotele, brak naciągaczy, dobre knajpy, piwo na tarasie hotelu, dobra organizacja ruchu i oczywiście widoki i miejsca starej stolicy Imperium Brytyjskiego skrywające ujęcia na każdym rogu.. tylko trzeba chcieć je zobaczyć..

Sprzedawcy kwiatów

Chłopiec sprzedający jaja. Każde jajko musi być sprawdzone czy nie ma w nim już rozwiniętego zarodka

Sprzedawca Biri, indyjskich papierosków i jego pracownicy

Czytaj dalej

Głównym celem przybycia  do Parku Narodowego Kaziranga jest możliwość zobaczenia nosorożca indyjskiego. W Parku na powierzchni 430 km kwadratowych zamieszkuje 2/3 światowej populacji tego pięknego zwierzaka (około 1850 osobników). My widzieliśmy ich naprawdę wiele. Ten był wyjątkowo blisko, jadący z nami ochroniarz trzymał w napięciu broń gotową do strzału, z nosorożcami nigdy nie wiadomo.

Tym razem troszkę poza sezonem. Luty i marzec to miesiące, w których przycina się drzewka, widoki więc na słynne dywany plantacji herbaty troszkę inne niż te klasyczne..  Pogoda zamglona, widoki na Himalaje ograniczone. Jedno jednak pozostaje niezmienne w Darjelingu przez cały rok, spokój i gościnność ludzi .. i oczywiście S.F.T.G.F.O.P,  NR. 1 (w końcu dowiedziałem się w praktyce co znaczy ten skrót: Special Finest Tippy Golden Flowery Orange Pekoe) – czyli po naszemu Super Dobra Złoto Liściasta w kolorze Pomarańczowym Zerwana podczas zbioru 1. – to jest najwyższej jakości sort, który został nam zaserwowany przez Panią poniżej. Pierwszy raz w Darjelingu byłem 2003 roku. Doskonale pamiętam tą Panią, nikt nigdy wcześniej i nigdy później nie zaparzał mi harbaty w 3 sekundy.. pycha..

notka którą zostawiłem u tej Pani w 2003 roku. Widoki wciąż piękne, 3sec tea pyszna a uczciwość wciąż stoi pod znakiem zapytania, nigdy nie wiesz.. ale bardzo miło..

Ciepła, przydworcowa kafejka internetowa. Nie upalna tylko dlatego, że wiatrak pod sufitem tnie i chłodzi powietrze. W kafejce ja i Wojtek. Obok rozmawiający przez komórkę, właściciel lub pracownik kafejki. Pod pupą plastikowe krzesło nieprzyjemnie skłaniające do zgarbionej postawy zaawansowanego komputerowego gracza. Z zewnątrz do uszu dochodzą dźwięki tutejszej muzyki i umiarkowanego gwaru miasta. Pod sufitem na rzędach kolorowych przykładów zaawansowanej tandety malarskie reprodukcje przedstawień Sziwy, Khali i bóstw pomniejszych i świętych i guru, obwieszone cudownie pomarańczowymi koralami ze świeżych żywych kwiatów. Zieleń, fiolet, żółć i róż odchodzą od ściany olejnymi wybrzuszeniami odpadającego tynku. Ludzie wchodzą i wychodzą. Interes kwitnie.

Ciemne twarze, ciemny pokój, ciepło – znów ciepło.

Rano zaś tak zmarzłam, że gorący prysznic nie mógł dogrzać mi kości. Rano byliśmy 2500 m wyżej i oglądaliśmy wraz ze wschodzącym słońcem i kilkuset indyjskimi turystami wyłaniający się z mroku i mgły wspaniały szczyt Kangczendzonga. Rano gościliśmy w Darjeelingu.

Z Kalkuty przejechaliśmy do właśnie do Darjeelingu, jakbyśmy przedostali się do innego świata, innych ludzi, innej temperatury i klimatu. Znaleźliśmy pokój z balkonem, z którego o poranku mogliśmy oglądać wschód słońca na najwyższych szczytach himalajów, w którym spałam i śniłam jak nigdzie wcześniej. Spacerowaliśmy wśród jeszcze cichych, nie zapracowanych plantacji herbaty. Zwiedziliśmy miejsca bardziej i mniej znane tudzież polecane. W końcu dziś znów wsiedliśmy w jeepa i po dwóch dniach ponownie jesteśmy w drodze. Tym razem do Guwahati w prowincji Assam.

Pozostało mi pięć dni….