Taquile to mała wyspa leżąca na Jeziorze Titicaca słynąca z mężczyzn robiących na drutach. W naszej podróży miał być to krótki stop na zobaczenie spokojnego wiejskiego życia z dala od cywilizacja. W moich podróżach byłem w wielu miejscach na świecie jednak gościnność i otwartość Taquilijczyków okazała się wyjątkowa. Na wyspę płynie się 3 h promem z Puno, zahaczając o pływające wyspy Uros (odradzam/y). Przewodniki dosyć skąpo opisują tą wyspę. Kiedy dopłynęliśmy okazało się że Taquile to społeczność unikalna. Wszyscy mieszkańcy noszą charakterystyczne tylko dla tej wyspy stroje. Kobiety czarne spódnice, różowe sweterki i czarne duży szal pod zakończony kolorowym pomponem pod którym w każdej chwili mogą się schować. Domeną mężczyzn jest czapka zwana Chullos. W zależności od stanu cywilnego i społecznego są trzy czapki Chullos Blanca dla kawalerów i chullos colorado dla żonatych. Tradycją i dziedzictwem wyspy jest robienie na drutach. W tym fachu rządzą tutaj faceci. Z tego co zrozumiałem naszego 70 letniego gospodarza jest kilka stopni wtajemniczenia. Nauka zaczyna się bardzo wcześnie już kilkulatki robią kolorowe sznurki na nadgarstek, potem przychodzi czas na małe formy maskotki lamy, bardziej skomplikowane tasiemki, wreszcie małe czapeczki. Zwieńczeniem i znakiem mistrzostwa jest kolorowa czapka robiona na 4 szydełkach i na 8 nici wg jednego wzoru. Czas wykonania ok 3 -7 dni. Większość napotkanych mężczyzn robiła na drutach non-stop. Rozmawiali ze sobą szydełkując, szli przez wioskę po kamiennych stopniach nie tracąc koncentracji na czapeczce. Każdy z mistrzów kolorowej czapeczki ma swój numer, nasz gospodarz był 53. Po skończonej robocie czapeczkę zostawia się na rynku i z tego co zrozumiałem dostaje się za nią określoną kwotę. Różnica w cenie po jakiej czapeczka jest sprzedawana idzie do wspólnoty. Rolą kobiet jest przygotowanie włóczki. Kobiety nakręcają ją na bączka przypominającego jojo. Nasz ponad 70 letni gospodarz tryskał zdrowiem i uśmiechem. Na włosach nawet jednego siwego włosa, zdaje się że wiem gdzie leży tajemnica. Panowie do drutów !!

Na przystań łodzi odpływających na Taquile przyjechaliśmy dużo za wcześnie, było zimno i żadna chollita nie chciała nam sprzedać ciepłej herbaty z koki, ale mieliśmy widok na niezwykły wschód słońca..