10 tysięcy kilometrów do Paryża + 1,5 tysiąca z Paryża do Warszawy i 300 km do Poznania i do Edytki i synusia szalejącego  w brzuszku . Samolot właśnie wystartował. Do Paryża jeszcze 12 godzin lotu, do Poznania: 24h. Nowy Airbus 380 cichutki i wielki wzniósł się w powietrze prawie bez żadnego drgnięcia. Stewardessa właśnie podała francuską kartę. Wracamy Airfrance,  więc koniec z japońskim jedzenie i witaj kuchnio francuska, białe wino i chivas na skałach.

10 dni w Japonii minęły. Podróż jak zwykle oparła się na wstępnym planie i spontanicznym dokładaniu nowych kierunków w czasie wyjazdu. W ciągu 10 dni udało nam się odwiedzić Tokio, Kioto, Nara, Hiroszimę i Miyajima. Dziesięć dni to mało, ale zarazem bardzo dużo.  Pozytywną rzeczą w podróży po Japonii jest szybkość przemieszczania się. Na przykład, aby przenieść się na drugi koniec Tokio (metropolia licząca ponad 13 milionów ludzi) potrzeba ok godziny. Sieć metra tak gęsto pokrywa japońską stolice, że w krótkim czasie można być w dowolnym miejscu Tokio. Ilość zabytków,  centr i ulic handlowych, muzeum, parków, świątyń jest ogromna i trzeba się na coś zdecydować. Tym razem w podróż wybrałem się z kolegą Krzysztofem . Jest to dla mnie intro czyli wprowadzenie do planu, który chcę realizować w przyszłym roku czyli prowadzeniem małych ekspedycji fotograficznych w najdalsze zakątki świata. Japonia na początek jest idealna. Egzotycznie, bezpiecznie, nowocześnie, tradycyjnie, i co ważne dla obiektywu aparatu bardzo atrakcyjnie.

W ostatni wieczór naszej podróży zawitaliśmy do sushi baru,  typ w którym na środku jest kuchnia, a talerzyki z porcjami sushi jeżdżą dookoła baru. Była godzina ok 7 -8 wieczór. Dwóch kucharzy pracowała w pocie czoła, aby obsłużyć w szybkim czasie zmieniających się gości. Ja wciągnąłem 10 talerzyków, czyli ok.20 porcji, zupę miso i 2 butelki sake. Największa uczta podczas pobytu w Japonii!! Smaki mmmmmm, nieziemskie. Na jeszcze ciepłym ryżu świeżutkie surowe tuńczyki, łososie, ośmiorniczki, krewetki, kawior i mięso ryb których nie znam . Sake po japońsku znaczy generalnie alkohol. Wino ryżowe to : nihonshu. Typowa porcja wina ryżowego po naszemu sake podawana jest w butelkach o pojemności 180 ml. Smak łagodny i cudownie akompaniujący następnym porcjom sushi..

Ostatni dzień spędziliśmy w towarzystwie Eri, tokijki którą poznaliśmy w hostelu w Kioto. Wzięła nas na kawę do Shibuya i Shinjuku,  dwóch największych centrów handlowych w Tokio. Dzień w który tam poszliśmy to  piątek, czyli koniec tygodnia. To co się tam dzieje to istne szaleństwo i rewia mody. Nie ma co ukrywać , trzeba to powiedzieć japonki są nieprzeciętnie ładne, większość z nich po latach chodzenia do szkoły i obowiązkowej spódniczce jako forma mundurku zostaje przy tym nawyku.

Jest jednak jedno małe niedociągnięcie natury w tym idealnym społeczeństwie. Krzywa lewa nóżka. Większość kobiet ma zakrzywioną do środka lewą stopę, ewidentnie zakłóca to japoński idealizm. Po analizie sytuacji stwierdziliśmy z Krzysztofem,  że musi to być jakaś wada genetyczna, pytaliśmy się jednego japończyka, on twierdził że to przez kimona, które muszą nosić dzieci, ale brzmi to mało wiarygodnie.

Jeszcze kilka gorących pytań i odpowiedzi:

Każdy Japończyk któremu robi się zdjęcia, robi znak palców w kształcie V, czyli peace czyli pokój

Seven eleven są najczęściej spotykanymi  sklepami całodobowymi. 7/11 jest na każdym rogu, wśród specjałów można kupić zamiast kanapek małe kulki ryżowe przypominające sushi albo gorące jajko w kartoniku oraz zimne i gorące napoje w puszkach, szczególnie wersja ciepła była zaskakująca.

I te Shinkanseny te cudowne pociągi..