Dzień był nijaki, chodziłem po mieście i nie wiedziałem co z sobą zrobić wiec wsiadłem do nadjeżdżającego autobusu. Niech mnie wiezie. Kasjera zbyłem machnięciem głowy, że niby wiem gdzie jadę i dałem 5 rupii. Autobus jechał nad morze. Morze łatwo wyczuć w okolicy, gdzieś za domami kończy się widok i niby jeszcze nie widać morza, ale można się domyślić, że własnie tam jest. Wysiadłem, plaża była bardzo spokojna, w oddali majaczyły rybackie łodzie. Po plaży chodziły ptaki, których nazw nie znam. Widok ptaków przeplatał się z kucającymi hindusami załatwiającymi swoją potrzebę tuż na skraju morza. Przeszedłem obok kilku łódek, co drugi rybak pytał się czy nie mam szluga. Moją uwagę zwróciła ostatnia łódź z łopoczącą na wietrze płachtą materiału. Godziny przed zachodem słońca są dla okolicznych rybaków czasem kiedy naprawia się sieci i przygotowuje łódź do porannego rejsu. Tak poznałem Sabula. Sabul jest właścicielem łodzi, ma pięciu pracowników. Każdego ranka wyruszają na wielką rybę. Spytałem się czy mogę popłynąć , zgodził sie, jutro o 4 rano.

Mój hotel jest w centrum miasta Allapey, wioska rybacka na jej peryferiach. W ciągu dnia, aby tam dotrzeć, to żaden problem. W środku nocy nie jest to takie banalne, problemem są watachy psów i brak transportu. Widok głownej ulicy miasta kompletnie pustej w Indiach to coś nadzwyczajnego. Idąc z kijem w ręku dotarłem do dworca autobusowego. To jedyne miejsce gdzie można spotkać nocnych rikszarzy. Taryfa podwójna, godzę się. Kiedy dojeżdżamy na miejsce, mam problem z lokalizacją domu Sabula. W ciągu dnia miejsce tętniące życiem niczym nie przypomina tego nocnego. Po chwili spotykam jednego z pracowniku Sabula, prowadzi mnie do jego domu. Sabul wychodzi, charcząc i jak się okazuje dzisiaj nie płyną, jest chory. Zaprasza na obiad po południu. Jakaś dziwnie dobra energia płynęła z tego człowieka, wiec poszedlem. Czułem, że mogę mu kompletnie zaufać. Przez te kilka godzin naszej znajomosci pokazał mi swoje życie, swój dom, swoją rodzinę, nakarmił i odprowadził w nocy do bezpiecznego miejsca gdzie moglem znalezc taksówke i wrocic bezpiecznie do miasta

One thought on “Allapey – Przygoda bez przygody

  1. … niczym wiatr we włosy łapiesz życie w kadry …. wciąż mnie to czaruje 🙂 piękne … i tak bardzo odległe