O godzinie 2 10 wylądowałem w północnej Australii, w Darwin. Australia powitała mnie przesłuchaniem w pokoju pełnym luster weneckich o temp. 15 stopni. Zmarzłem. Najpierw zostałem dokładnie obwąchany przez czworonożne, potem przetrzepali mój bagaż, zamknęli w pokoju przesłuchań, zaczęli śledztwo; ile, dlaczego, po co, a przecież mówiłeś coś innego. Przesłuchanie trwało 3 godziny, a wszystko w około definicji pracy. Na początku interview powiedziałem, że jestem fotografem i sprzedaje zdjęcia przez internet, chciałem podeprzeć swoją sytuacje materialną, że niby mam dochody. A oni, że to przecież praca, a ja na prace zezwolenia nie mam i dlatego zamierzają mnie deportować. A im że to nie praca, tylko hobby i ja przecież i może future photographer i całkiem free lance, moja strona to zwykły blog, więc niech nie robią jaj. Już wyciągnęli papiery z wnioskiem o unieważnienie mojej wizy i wysłanie mnie najbliższym samolotem tam skąd przyleciałem. Zabawne, 4 nad ranem, nie spałem od 20 godzin, lot, jak zwykle emocjonalnie mnie wykończył, do tego próba skonstruowania samoobrony. Muszę się przyznać, że się nie przejąłem specjalnie widokiem papieru o unieważnienie, najbardziej w tym wszystkim rozbawił mnie jednak powód. Napisali coś w stylu, że przyjechałem do Australii, aby robić zdjęcia i następnie je sprzedać. Już zacząłem myśleć o kotlecie mamusi, soku z marchwi, jaki bym ukręcił, przyjaciół których odwiedził, dziewczyny które ucałował, no ale byłem dość przekonujący i jednak mnie wpuścili.

Australia, ogromni twardzi biali, dziwnie im z buzi patrzy, chłopaczki w billabongach, aborygeni; schorowane ciała, nadchodzące lato, gorąco, biali na ulicach, azjatów prawie nie ma, a ja chyba wolę patrzeć na żółtych, plecakowcy zupełnie inni, nudelsy tylko z paczki, na śniadania tosty- constapation, w sklepach to samo co w Anglii, mówią dziwnym angielskim, ale łapię.., czasem zaglądam w portfel i niby mam , ale jakoś szybko schodzi, cena ziemniaków od 6pln, kilo arbuza, banana 10pln, miejsce w sali sypialnej 40pln, musze szybko znaleźć pracę…

Australia, państwo kapeluszników (ten temat jeszcze się pojawi)