Czasem travelersi pytają, który kraj najbardziej mi się podoba. Odpowiedź jednoznaczna nie przychodzi łatwo, nigdy zdaje się nie została przeze mnie wyartykułowana.  Każdy kraj jest inny, w każdym kraju są rzeczy które czarują, każdy kraj jest wyjątkowy.  Przykładowo Laos to dla mnie sticky rice (klejący się ryż), Wietnam- kapelusze, Myanmar- tanaka nakładana przez kobiety, Kambodża- okrutna historia, Chiny- wszechobecna industrializacja, Malezja podział etniczny kraju na trzy nacje. Oczywiście jest więcej rzeczy wyróżniających, ale te mi przychodzą jako pierwsze, a w Malezji jest to właśnie podział społeczeństwa.

Malezja  podzielona jest pomiędzy rdzennych Malajów, w większości praktykujących Islam, Chińczyków praktykujących Buddyzm, oraz mieszkańców południowych  Indii (Tamil Nadu) praktykujących  Hinduizm. Miasta, które dotychczas widziałem mają  wyznaczony China Town, oraz Little India (małe Indie), a więc chińskie i indyjskie osiedla, w których koncentruje się życie tych nacji. Indie jest to kraj który wciąż  jest dla mnie poza wszelkimi kategoriami, to kraj w którym spędziłem prawie 8 miesięcy, więc cieszę się za każdym razem kiedy wchodzę do dzielnicy Little India. Zapachy, muzyka, te same  gwiazdy bollywood na plakatach i oczywiście kuchnia, tandoori, dal, curry. Dla wielbicieli kuchni azjatyckiej Malezja daje sporą różnorodność. Dla mnie jest kombinacją tego co jadłem w ostatnim roku. Na śniadanie idę do chińczyków i dostaję zupę z nudelsami, na obiad do hindusów na ryż z warzywami curry lub masale dosę, na kolacje do Malajów, na warzywa  przyrządzane na styl tajski. Pomiędzy owoce sprzedawane jak w Tajlandii, za około 1 pln, porcja dowolnego owoca. Czasem też jest miejsce na podwieczorek, na kawę serwowaną w stylu wietnamskim, czyli z słodkim  kondensowanym mlekiem i lodem.

Malezja jest jednym z niewielu krajów w Azji, który  nie wymaga wizy od cudzoziemców (za wyjątkiem Izraela). Na wjeździe bez żadnych opłat dostaje się pieczątkę, która upoważnia do trzymiesięcznego pobytu, miło.

Malezja jest byłą kolonią angielską, pewne pozostałości wciąż są widoczne, pierwsza która rzuca się najbardziej jest język angielski mówiony przez większości mieszkańców niezależnie od statusu społecznego.  Malezja  jest krajem komfortowym do podróżowania, wszystkie środki tranportu mają klimatyzację, drogi są dobre, ludzie nie są nachalni, nie oszukują i mówią po angielsku , hotele posiadają dla tych z dziurami w kieszeniach tj o niskim budżecie sale sypialne (około 2,5$/noc) Jest coś jednak w tym kraju, co mnie usypia. Na pewno temperatura, ponad 30 st. , jest to taki czas przed monsunem kiedy wszystko wisi w powietrzu, całkiem blisko stąd  do równika. Malezja jest rozwiniętym krajem, standard życia przeciętnego Malaja jest wysoki na warunki azjatyckie. Głupio się przyznać, ale wolę kraje mniej rozwinięte, więcej tam życia, więcej rzeczy które przyciągają, więcej kontrastów, większa egzotyka. Kraje rozwinięte usypiają uwagę, globalizacja nie czaruję tych co pochodzą z jej centrum.

Ostatnimi dniami przebywam w Cameron Highland.  Jest to obszar górski (około 2tyś m), który słynie z upraw herbaty położonych na górskich zboczach i  pieszych wędrówek po okolicznej dżungli.  Plantacje herbaty ciężko porównać do chińskich tarasów ryżowych, które widziałem kilka miesięcy wcześniej  (oba miejsca wrzuciłbym do jednej kategorii), ale mają swój urok. Problemem dla mnie jest, że nie czuję ducha tego miejsca, większość napotkanych ludzi to hindusi, nie widzę rdzennych mieszkańców, które tak intrygowały w Chinach. Tematy fotograficzne się zawężają, chociaż ciekawy na pewno byłby fotoreportaż o emigrantach, jednak ostatnie dni to koncentracja głównie na naturze. (Ten o emigracji może w Kuala Lumpur.)  Nie lubię takiej fotografii, fotografia bez człowieka wydaje mi się pusta i bez życia, nie jest to czymś czym chce się zajmować dłużej, niż sytuacja wymaga.  Na pewno fotografia taka, może być ładna, ale ciężko aby była porywająca i dynamiczna. Chociaż będąc szczerym czasem natura jest tak piękna, a widok przez wizjer aparatu tak doskonały (ciężko uzyskać zdjęcie takie jakie się je widzi w momencie robienia), że przychodzi refleksja nad istotą piękna, czy to właśnie  to jest esencją , czystym likierem piękna  na co się  patrzy. Miałem kilka takich momentów podczas mojej drogi, na pewno Inle Lake w Birmie i Longji Terraces w Chinach. Doskonała gra świateł, przyrody, często pracy ludzkich rąk,  to właśnie Natura  rysująca Piękno. Czy to właśnie  Piękno których definicji szukali Filozofowie, Piękno, w czystej postaci, gdzie słowa tracą na wartości, pewnie nie bo jednak przemijające i nietrwałe, ale jakże porywające

Lion Club in Tanah Rata
Penang