Jedno z tych miejsc na mojej drodze, na które czekałem od tygodni. Potężne góry jakby zatopione przez Ocean: Halong Bay, w dosłownym tłumaczeniu, miejsce gdzie smok zanurza się w ocean. Z Hanoi codziennie wyjeżdża kilka autobusów pełnych turystów, udających się na zorganizowany rejs. Ja pojechałem samodzielnie. Nie żebym był przeciwnikiem wycieczek, ale tego dnia wszystko było zarezerwowane. Jadąc sam zaoszczedziłem może 10 dolków, ale nie spałem na łodzi, nie objadłem się seafoodem, nie poznałem żadnych fajnych dziewczyn. No ale za to popłynąłem w rejs z turystami z Wietnamu, którzy okazali się dobrymi kompanami, kłóciłem się na potęgę targując najpierw o cenę autobusu, taksówki, łodzi, hotelu, soku, obiadu, kawy, itp. Od czasów Indii, dawno mnie tak ludzie nie wnerwiali.

Pogoda była tragiczna, mgła, widoczność do 400 metrów, momentami deszcz, więc fot nie wiele. Wrażenia nieziemskie.