Podróżując po Wietnamie przeciętny turysta zdany jest na tak zwaną mafię autobusową. Z Sajgonu do Hanoi, z południa na północ Wietnamu jest prawie 2000 km. Open bus ticket, czyli autobusowy bilet otwarty, to najtańszy sposób podróży po tym kraju. Bilet, który kupiłem obejmuje cztery przystanki, są to najbardziej turystyczne miejsca centralnej części Wietnamu, głównie nadmorskie resorty. Bilet kosztuje 16 dolarów, czyli około 50pln., podaje cenę bo wydaję mi się to ciekawostką, jak tanio można podróżować po Wietnamie. Mimo że korporacje nazywane są mafią (najczęściej autobusy wiozą turystów do wybranego hotelu, często znajdującego się poza centrum), to proponowane ceny wydają się całkiem rozsądne. Pierwszy przystanek na mojej drodze to Mui Ne Beach.

Mui Ne Beach

Mui Ne jest to miejsce oddalone od Sajgonu około 5 godzin, autobus zrobił tutaj półgodzinną przerwę na obiad. Miejsce to nie jest wliczone w mój bilet otwarty. Kiedy jednak zobaczyłem to co zobaczyłem i przeczytałem w przewodniku to co przeczytałem, wziąłem walizy, znalazłem bangolow zrzuciłem walizy, wziąłem prysznic, zmieniłem ciuchy i ruszyłem eksplorować wioskę w towarzystwie spotkanych wcześniej dwóch kompletnie pojechanych kanadyjek. Jednym ze zwrotów, którego nauczyłem się tego dnia to kanadyjskie “boom shaca laca”. “Boom shaca laca” robisz wskazując palcem na coś co cię bierze, coś co porywa zmysły, np. robiąc dobrą fotę. Niezły ubaw tego dnia i następny dzień też nie był najgorszy. Moja nowa ksywa to Mr. Adventure, kasper sisters (siostry kanadyjki) były godnymi asystentami. I tak skakaliśmy po piaskowym kanionie, tropiliśmy rzeczkę do jej źródeł, robiliśmy ślizgi po wydmach, próbowaliśmy wspiąć się na palmę kokosową, kupiliśmy w wiosce rybackiej kałamarnice (shrimps) i małże (shelf fish) aby zanieść je do restauracji i zjeść jeden z najsmaczniejszych i pożywnych obiadów w mojej dotychczasowej podróży.

Fisherman village

Wioska rybacka, jeden z topików wizyty w Muine Ne Beach. Jak widać po zdjęciach miejsce nie najgorsze.

Takiego zatrzęsienia kapelusznic jeszcze w swoim życiu nie widziałem.

Po tym jak nasyciłem wzrok głównym miejscem rozładunku, ruszyłem za kobietą transportującą ryby, jak się okazało do ekspresowej przetwórni. Ryby ala sardynki, najpierw są rozkładane na specjalne platformy, następnie gotowane w wielkich kadziach i suszone.

Sardynki, kałamarnice, małże, krewetki, to specjalizacja tego miejsca. Po podstawowej obróbce, ryby i owoce morza, jadą na targ do Sajgonu, ewentualnie do Chin lub Japonii.

Kobiety “obierające muszle” (kupiłem około 300gr, niebo w gębie)

Kanion i wydmy w Mui Ne (jak niektórzy wiedzą, piaski stanowią dla mnie szczególny temat)

boom shaca lacalaca

wejście na palmę po kokosa!? może innym razem… (do wejścia na palmę potrzebny jest jedynie pas z materiału którym oplata się stopy, aby lepiej przylegały do chropowatej powierzchni palmy, ten kolo po lewej obok mnie to mr. behn, easy driver, mój palmowy instruktor)