Zdjecie, które zrobiłem zaraz po wyjściu z łodzi w Muang Ngoi. Nie wiedziałem jeszcze, że zostanę w tym miejscu 10 dni, nie wiedziałem jeszcze że spotkam tutaj nowych przyjaciół, nie wiedziałem że ten widok będzie moim ukochanym, w który będę się wpatrywać każdego następnego dnia.

W towarzystwie tej dziewczynki płynąłem prawie nieprzerwanie przez dwa dni po Oceanie Spokojnym z indyjskim chłopcem i Tygrysem bengalskim w małej łódeczce rzucanej przez bezlitosny żywioł.

..”Jestem pewien, że nigdy nie doświadczę radości tak, ogromnej, jak ta, której doznałem, zanurzając się w cętkowanym plamkami słonecznego światła migotliwym cieniu i słysząc suchy, szeleszczący poszum wiatru wśród listowia. Drzewo nie było duże, ani tak wysokie jak te w głębi wyspy. Rosło po niewłaściwej stronie wzgórza, było więc bardziej narażone na działanie żywiołów, a w związku z tym skarlałe i nie tak regularne w kształcie jak jego bracia. Było jednak drzewem a widok drzewa to dla kogoś kto miesiącami błądził po oceanie, to prawdziwe błogosławieństwo. Zaśpiewałem na chwałę drzewa, jego solidności, spokoju i czystości, jego leniwego piękna. Och gdybym mógł być taki jak ono, zakorzeniony w ziemi, z rękami uniesionymi w podzięce ku Bogu! Zapłakałem.”..

Yann Martel “Życie Pi”

Książka, którą na początku był zniesmaczony jej dziecinnym językiem i błędami tłumacza dotyczących Indii. Książka, która mnie ostatecznie powaliła i zmusiła do łez nad naturą ludzką. Książka, po której przeczytaniu czułem to rzadkie uczucie kiedy jest się przepełnionym pięknem i szczęściem pozostając jednocześnie w głębokim smutku i rozdarciu.

Drugiego dnia pobytu w Muang Ngoi, poszedłem na krótki spacer, taki przynajmniej miałem w planach. Jedna z dróg prowadziła do dżungli, ktoś mi powiedział że o godzinę drogi jest jaskinia o dwie wioska. Trzy lata temu będąc w Indiach widziałem zieleń której nie zapomnę do końca życia. Zieleń pól ryżowych. W Muang Ngoi, w Azji południowo-wschodniej jak się można domyślać, pola ryżowe to codzienność. Zdjęcia przyrody, szczególnie zieleni, błękitu, zachodzącego słońca, są dla mnie najtrudniejszym obiektem, są niemożliwe do zrobienia. Zawsze coś się przepali, wyblaknie, nie doświetli potem przy użyciu photoshopa można wiele podkręcić jednak w końcowym efekcie nie będzie tak jak na prawdę. Najczęściej więc używam matrycy mózgowej i ostrości własnych soczewek, zdjęcia robione w pamięci są najwyższej jakości. Tym razem pokusiłem się o próbę mętnego odwzorowania wielości zieleni występującej w przyrodzie. W rzeczywistości zieleń o której mówię jest bardziej fluorescencyjna, bardziej wyrazista, bardziej zielona.

Mam jakąś słabość do rybaków. Imponująca jest ilość sposobów jak można złapać rybę. Tych chłopaczków śledziłem idąc w górę rzeki prawie przez godzinę, okazali się trudną zdobyczą.

One thought on “Muang Ngoi

  1. Chciałam tylko napomknąć , że te wszystkie odczucia i skojarzenia są bardzo wzruszające. Przypominają mi się moje zatrzymane już na stałe miejsca i chwile, które w pamięci są jakimś nie zapomnianym rajem. Piszę bo tu nikt nie komentował a to wszystko takie piękne jest