Inle Lake jest miejscem, które świadomie zostawiłem na koniec mojej podróży po Myanmarze. Z opowieści słyszałem o niezwykłym uroku tego miejsca. Kiedyś ktoś z moich znajomych (pozdrawienia dla Magdy) podarował mi zdjęcie, które przedstawia typową łódkę rybacką z Inle unoszącą się na powierzchni jeziora. Zdjęcie to długi czas wisiało u mnie na ścianie, a ja się w nie wpatrywałem i marzyłem o dalekich podróżach. Miejsce to zostawiłem na deser mojej wizyty w Maynmarze także dlatego, że chciałem rozgrzać się fotograficznie, uchwycić ducha Birmy, poznać mentalność ludzi.

W Inle spędziłem dwa dni, w pierwszy pogoda zachwyciła swoją zmiennością i obfitością w wietrzne cumullusy, w drugi zdruzgotała szarością. Pierwszy dzień był jak dar z nieba, piękne chmury, ostre słońce, wyrażne refleksy, czułem się jak w fotograficznym raju. Przykładałem aparat do oka i widziałem czyste piękno. Niestety efekt końcowy czyli zdjęcia troche mnie rozczarował, ale nie jest żle. Moją obsesją był symbol Inle, czyli łodzie z stożkową siecią rybacką. Niestety trafiłem na nie najlepszą porę roku i w ciągu dwóch dni udało mi się znaleść tylko trzy, ale mimo to była obfitość obiektów na które nie mogę narzekać. Miejscem które wprawiło mnie w fotograficzną drgawkę była floating village czyli pływająca wioska położona na środku jeziora. Domy na palach, ludzie przemieszczający się na małych łódeczkach po prawdziwie wodnych uliczkach. W miejscu tym można znaleść szerokie arterie przygotowane dla ruchu szybkiego, ulice wzdłuż których ciągną się słupy z elektrycznością, skwerki na których bawią się dzieci siedzšc w swych małych łódeczkach. Poza tym na brzegu jeziora znajdują się wielkie ogrody, w których choduje się warzywa. Zdanie brzmi wyjątkowo banalnie, ale oczywiście ogrody też pływają i cała banalność znika, kiedy widzi się ludzi w łódeczkach w wąskich kanalikach zbierających pomidory. Odpłynąłem w zachwycie.

Symbol Inle lake, łodzie rybackie


Floating village, pływająca wioska

Te kilka dni spędziłem w towarzystwie trojga francuzów, studenci którzy zrobili sobie wakacje po studiach w Singapurze. Niezwykle mili ludzie, szczególnie dziewczynka Cloe, moje zmysły płonęły w jej obecności…

Poniżej znajdują się zdjęcia z miejsc, które odwiedziliśmy tego dnia

Śniadanie spożywane z tubylcami w okolicach pływającego targu, nazwa owocu, którego nazwy nie mogę zapamiętać.

Pierwszy etap w procesie produkcji nici z łodyg kwiatów lotosu!

Long necks, czyli kobiety z długimi szyjami, miejsce które koniecznie chciałem znaleźć. Widok tych dziewczyn przybił mnie kompletnie. Orginalnie kobiety z długimi szyjami pochodzą ze stanu Kayah, położonego tuż przy granicy z Tajlandią. Stanowią one jeden z symboli i największych atrakcji Azji południowo wschodniej. Dla mnie to było żenujące doświadczenie, nie wiedziałem jak się zachować, czułem się jak w zoo.

Kolejna z atrakcji Inle: Jumping Cat Monastery

Targ rybny w okolicy Inle. Moje ulubione zdjęcie ostatnich dni.