Kalkuta

2006 Indie no . Comments

Kalkuta była stolica imperium brytyjskiego, obecnie stolica stanu West Bengal jest jednym z najbardziej zaludnionych miast w Indiach; około 15 mln mieszkańców. Miasto odwiedzam po raz drugi jednak tym razem mam całkiem inne odczucia niż trzy lata temu. Mieszkam u Bengalczyków, rozmawiam i przebywam w ich towarzystwie co pozwala poznać bliżej mentalność i ducha miasta. Faktem jest, że jak zwykle trafiam na nieprzeciętnych hindusów, są to poeci rewolucjoniści, yogini z którymi można się napić, ludzie odszczepieni od standardów indyjskich (przez odszczepionych rozumiem niereligijnych bo religijność jest esencją kultury indyjskiej , nie mających swojego „murtu” posążka, nie mających swojego Boga).

Pierwsze co mnie uderzyło w Kalkucie to palmy, morska bryza, tysiące żółtych taksówek. Kalkuta płynie w innym wymiarze czasu, rzeczy spotkania nic nie jest pewne, wszystko jest być może. Na początku mnie to wnerwiało, że nie można nic zaplanować, ale można się przyzwyczaić i robić po prostu swoje nie przejmując się wymiarem czasu bengalczyka ( biznesów to raczej z nimi robić nie będę) Pierwotnie w moim planie w Kalkucie miałem zostać dwa dni a przeciągnęło się do dwóch tygodni. Zostałem ze względu na ślub znajomego z Francji; Dominika, który odbył się wczoraj. Już jutro oczekiwany wylot do Myanmaru (Birma).

W ciągu ostatnich dwóch tygodniach zrobiłem dwa krótkie wypady z Kalkuty, pierwszy do małej rybackiej wioski Bakhali położonej w delcie Gangesu, drugi do centrum ruchu Hare Krishna w Mayapur. Oba miejsca nie należą do miejsc odwiedzanych przez turystów z zachodu. Lonely Planet wymienia tylko nazwy tych miejsc nie dając rozległego komentarza i chwała Bogu (Lonely Planet to przewodnik manipulant który kształtuje turystyke na świecie!, wszyscy podróżują z Lonely, wszyscy odwiedzają miejsca rekomendowane przez Lonely, bezwątpienia jest to również najlepszy przewodnik dostępny na rynku). Dzięki temu, że nie ma żadnych obszernych informacji oba miejsca zachowały swój naturalny ambience. Miejsca te należą do najbardziej ciekawych jakie udało mi się odwiedzić w ciągu 8 miesięcy obecności w Indiach. Brak turystów z zachodu (używam tego zachodu bowiem są to miejsca popularne dla turystów indyjskich) sprawia, że tubylcy nie maja zepsutego podejścia są otwarci, przyjaźni i szczerze ciekawi i nie oszukają a nawet jeśli to nie tak bardzo.


Pradeep bengalski poeta, u którego miałem okazje mieszkać przez kilka dni (jego wiersze są licznie publikowane we Francji)