Znów się zakręciło. Właśnie wróciłem ze spaceru z Kasią; córka jednego z pracowników. Początkowy plan, to zobaczenie Munirki jeden z okolicznych marketów. Miejsce mimo, że polecane przez znajomych okazało się wyjątkowo nieciekawe. Pewnie zaczęliśmy zwiedzać z niewłaściwej strony i nie mogliśmy znaleźć nic co przykuło by naszą uwagę W pamięci miałem jednak inną część Delhi: Saket Enclave, która jest bardzo blisko. Złapaliśmy riksze i po 20 minutach znaleźliśmy się w miejscu, które już dobrze znam. (Może kilka słów o eklawach. Są to jak już sama nazwa sugeruje wysepki, wydzielone miejsca w rożnych częściach miasta, cos na kształt marketu na terenie którego znajdują się kina discoteki, kawiarnie, restauracje.) Ostatnio jak byłem na Sakeci jadłem Shahir Paneer i Dal Makhani. To była zdaje się najlepsza kolacja jaką dotychczas jadłem w Indiach. Wiedziony pamięcią kubków smakowych skierowałem się w stronę tej samej restauracji. Jednak tym razem było bez porównania, całkiem przeciętnie. Małe wytłumaczenie jeśli chodzi o nazwę potraw. Dal to najbardziej popularny posiłek w Indiach. Dal znaczy tyle co soczewica. Dal makhani to sos z ciemnej soczewicy z dodatkiem śmietany, Paneer to biały twardy ser, Shahi to sos na śmietanie z dodatkiem przypraw. Gravy to sosy szeroko rozumiane. Ostatnio właśnie te dwa dania prowadzą jeśli chodzi o częstotliwość wśród wybieranych przeze mnie potraw. Po tym jak skończyliśmy kolacje wzięliśmy Riksze na Chanakyapuri, (dzielnica Ambasad). Po drodze zobaczyliśmy orszak weselny idący drogą, idąc więc za tym co spontaniczne wyskoczyliśmy z rikszy i przyłączyliśmy się do procesji. Ja zacząłem robić zdjęcia, Kasie porwali do tańca. Hinduskie wesela to coś niesamowitego, prawdziwa ceremonia królewska. Nagle podeszło dwóch ze starszyzny i zaproponowała czy chcemy wejść do środka na właściwą cześć wesela. Po chwili przechodziliśmy przez bramę i teraz ja wskoczyłem w tany. Musiałem sprawdzić, to o czym pisałem ostatnio tj o bycie out i insiderem wydarzeń. Więc odłożyłem aparat i ruszyłem w taneczny bój w błysku kamer (tym razem nie swoich). Znowu się dziwnie poczułem bo zrobiło się zamieszanie ze Gora (białas) tańczy. A przecież to nie moja uroczystość. Wszystko skończyło się błyskawicznie tak jak się zaczęło. Pojawiło się nagle kilku kolesi z ochrony i powiedzieli ze obcokrajowcy nie mają wstępu na teren ośrodka ( okazało się ze był to jakiś obiekt wojskowy) i nas wyprosili.


Fireworks

A wracając do tych enklaw, są to bardzo specyficzne miejsca jak na Indie. To tu przyjeżdżają Europejczycy żyjący w Delhi i bogaci hindusi. W sobotę wraz ze znajomymi poszliśmy na Prije , to kolejna enklawa i w końcu zobaczyłem jak się bawią yuppie w Indiach. Samo wejście kosztowało 500 rupii. Dobra zapora. Dla przykładu mojemu nauczycielowi jogi płace za lekcje 250 rupii. 500 to około 15 dolarów. W cenie biletu są dwa drinki. Więc przełknąłem jakoś tą gorzką pigułę i po chwili tańcowałem na parkiecie. I pojawiła się (jak się potem ze mnie śmiali znajomi) Czinki, czyli skośnooka. Potańcowaliśmy, próbowaliśmy pogadać, ale grzmot był taki, że nic nie dało się usłyszeć. Więc pod koniec wziąłem tylko numer i pojechałem na kolejną imprezę. Z czinki może uda się spotkać w niedziele. Indie to nie Polska jeśli chodzi o umawianie się z dziewczynami. Ale i tak jako biały mam ułatwione zadanie.

Ten ostatni weekend był całkiem zwariowany trzy a prawie cztery ostatnie wieczory siedziałem z różnymi znajomymi i sączyłem rum z Colą, Limką, lub sodą w zależności od towarzystwa. Hindusi pod tym względem są kompletnie odjechani. Najbardziej uderza mnie widok hindusów pijących w samochodzie. Tutaj nikt o to nie dba. Oceniam, że Czand Ram np.jak mnie odwoził po wieczornej lekcji połączonej z wizytą u znajomego to zajmuje mu to połowę mniej czasu niż zwykle. Prawdziwy driver w niego wstępuje po kilku rumowych kolejkach. Całkiem przyjemne te ostatnie dni były.

W niedziele było wydarzenie na które czekałem kilka dni. Wykład Dalajlamy.

“…Our country is not samsara; our city is not samsara; our family is not samsara- samsara is the body and mind that are in the nature of suffering; the body and mind that constantly make us worry and keep us busy. Samsara is te body and mind that are bound by delusion and karma…”

His Holyness the Dalaj Lama