2006 Indie no . Comments

Właśnie wróciłem nocnym pociągiem do Delhi. Ostanie trzy dni spędziłem w Haridwar i Rishikeshu. Są to jedne z najświętszych miejsc w Indiach. Pierwsze dla Hindusów, drugie dla hippisów i wielbicieli Jogi. W drogę wybrałem się z koleżanką z praktyki i jej afrykańskim chłopakiem. Jak się okazało już pierwszego dnia, nasze podejście do podroży jest dość odmienne i po drugim dniu oni wrócili do Delhi a ja pojechałem dalej. Celem wycieczki był Rishikesh. Po drodze jednak był Haridwar i 40 km przed Haridwarem kiedy zacząłem czytać o tym miejscu, zdecydowałem o modyfikacji planów. Hardiwar to miejsce miejsce gdzie Ganges spływa z gór. Tutaj rzeka jest czysta i płynie wartkim nurtem. Harki Pu Ri to miejsce w Haridwarze położone tuż nad rzeką, gdzie odbywają się wszystkie ceremonie związane z oddaniem czci Gandze. Wszystkie te ceremonie zwane są Puja i są na prawdę niezwykłe. Kiedy mam okazje w nich uczestniczyć na mojej twarzy pojawia się delikatny uśmiech, a po ciele przechodzą dreszcze. Setki ludzi inkatujących tę samą piesń, ręce złożone w modlitewnym geście. Tradycją jest spuszczanie pod koniec ceremonii pięknie przyrządzonych bukietów ułożonych w łódeczki zrobione z liści ze świeczuszką i kadzidełkiem w środku. Jak mawiają Hindusi, to jest właśnie Shanti, wielki spokój.


Sadhu Niesadhu czyli święty palący jointa

Dużo ostatnio zastanawiam się nad życiem. Większość moich znajomych obrała sobie jakiś cel w życiu. Ktoś powiedział ‘będę Prokuratorem” inny „będę Terapeutą”, a ktoś Tancerzem, Dziennikarzem, Lekarzem itp. Ludzie poświęcają znaczną część swojej energii na realizacje tego celu. Osobiście od kiedy pamiętam zawsze narzekałem na to, że nie wiem co chcę robić, jaką profesją chciałbym się zająć. Jest to wciąż powodem moich zmartwień i blokad wewnętrznych. Jednak mimo to odkryłem ostatnio, że właśnie dzięki temu, że nie wiem czego chcę, robię tysiące rzeczy „w zastępstwie”, które pozwalają mi poznawać obszary kompletnie niedostępne dla tych co ciągle patrzą w jedna stronę. Dochodzę ostatnio do tego, że jest to nawet moim swoiście rozumianym błogosławieństwem. Jak to się mówi w Indiach „Your Karma is your Destiny”, Twoja Karma jest Twoim Przeznaczeniem. Problem pojawia się wtedy kiedy pojawia się ambicja. Ambicja, projekcje rodziny, oczekiwania całego świata na osiągnięcia niewiadomo jakiej pozycji w społeczeństwie. A przecież życie to nie wyścig. Co miałoby być metą, posada prokuratora, pensja 5000 zł, a może rodzina i stateczne życie. No może to ostatnie brzmi całkiem miło. Jak siedziałem nad Gangesem oglądając ceremonie podeszła do mnie mała dziewczynka prosząc o kilka rupieci. I tak stała i uśmiechała się, szturchała i brzdąkała coś swoim dziecięcym głosikiem. Rozbroiła, rozczuliła mnie kompletnie, ruszyła coś z moich instynktów.

Tyle jest rzeczy które mnie ostatnio spotyka, tyle pięknej muzyki, atmosfery, ciekawych ludzi, pięknych obrazów, zapachów, smaków i różnorakich doznań cielesnych. Ktoś mi kiedyś powiedział, że aby realizować się jako podróżnik wcale nie trzeba jechać 10,000 km na wschód ze wystarczy 50km za Poznań. Wypad w Gorce, do koszalińskich lasów lub nad morze to piękna sprawa i moje miejsca niemal pielgrzymkowe, które raz w roku muszę odwiedzić, ale aby realizować się jako podróżnik i czerpać nowe inspiracje i tematy do fotografii potrzebuje wrażeń i piękna egzotyki . Ostatnio jechałem autobusem po centrum Delhi i w pewnym momencie zaczęliśmy wyprzedzać galopujące wielbłądy, niby nic nadzwyczajnego, ale właśnie dla takich momentów warto podróżować. Setki takich małych smaczków i sytuacji kompletnie przedziwnych i niby nie na miejscu, a jednak.


Harki Puri, ceremonia nad Gangesem


Łowca skarbów: poszukiwacz zagubionych pierścieni i bransoletek

Rishikesh to miejsce, które powinien odwiedzić każdy niespełniony Hippis. Jak w Haridwrze widziałem może pięciu turystów w ciągu dnia (a jest to miejsce porównywane z Varanasi jedno z najbardziej świętych miejsc dla Hindusów) tak Rishikesh to miejsce gdzie krzyżują się drogi tysięcy pielgrzymów z zachodu poszukujących swojej „Perły”. W latach 60’ The Beatles odwiedzili tutaj swojego Guru i od tamtego czasu zaczęła się wielka transformacja miasta. Powstało dziesiątki Aśramów i miejsc gdzie turysta z Zachodu może spotkać przeróżnych Guru. Miasto dzieli się na dwie części, część gdzie mieszkają tubylcy i część przygotowaną dla turystów. Całe miasto leży z dolinie nad którą rozciągają się piękne szczyty górskie i przecięte jest czyściutkim w tym miejscu Gangesem. Bardzo malownicze miejsce i raj, aby zwolnić i trochę zchilloutować od gwaru hinduskich ulic. Ostatecznie spędziłem w Rishikeszu tylko jeden dzień i nie wziąłem udziału w żadnych lekcjach Yogi. Ale miałem wystarczająco dużo czasu, aby dobrze poznać strukturę miasta, wypytać się turystów o dobre Ashramy i prawdopodobnie wybiorę się tam ponownie. Jest to także jedno z niewielu miejsc w Indiach o tak szerokim asortymencie szmat dla spóźnionych hippisów.