2006 Indie no . Comments

Jest 2 styczeń. Siedzę na lotnisku w Istambule, czekam na lot do Delhi. Przyszedł Nowy Rok, kilka nowych postanowień, nowych planów a może ich brak. Wielka niewiadoma, pewne oczekiwania, ale mimo wszystko chęć sprawdzenia siebie w kompletnie innej roli. Pierwszy bodaj raz wyjeżdżam na tak długo samemu. (Jest tu taka specyficzna grupa ludzi na lotnisku pewnie jacyś religijni wybierający na pielgrzymkę. Ubrani tylko w białe płótna jak rzymianie a może grecy, z odsłoniętym torsem. Bardzo higienicznie i czysto). Jak powtarzam znajomym nie robię planów, są rzeczy, które chciałbym zrobić, na pewno jest to dojść z samym sobą do porządku, wypić piwo, które sam sobie nawarzyłem. Wciąż to wewnętrzne pragnienie uwolnienia się , oczyszczenia się z obsesji i powrót do siebie, spokojnego w swojej jaskini. Zdaje się, że ten wyjazd będzie doskonałą lekcja dojrzewania, a może okaże się ze nie chodzi o niewiadomo jaki rozwój a po prostu o bycie właściwym i akceptującym siebie jakim się jest. Wciąż chodzi za mną etiuda Ewy Rufo, którą miałem okazje zobaczyć dwa lata temu. Ewa chodzi bardzo pewnym krokiem i wykrzykuje „jestem jaka jestem”.